Je ju wiôldżi czas, cobë niżóden Kaszëba sã nie wstidzëł pò kaszëbskù gôdac.

stru.
 25

Rozmòwa Kaszëbë z Pòlôchã

Tadżi: , Florian Cenôwa | Felënk dopòwiesców »

(Skôrb 1868 Nr IX)

Kaszëba. Niech mdze pòchwôlony Jezus Christus.
Pòlôch. Na wieki wieków; amen. A dokąd?
K. Héwò le tu do sąsédny wsë. A Waspón skąd sã tu wzął?

P. To Wyście mnie po tak długich latach poznali?
K. Ale kò jo; bò chòc ma sã le rôz w żëcu widza, ale jesma
so téj dobrze pògôda.
P. Ja właśnie w te strony kaszubskie przychodzę, aby Wam powiedzieć,
że ja nie mam zamiaru zostać Kaszubą; ale możeże Wy się dacie
na moje kopyto przerobić.
K. A jakùż to? Jakbë to miało bëc? Kò jô Waspanë jednak czërną
a czërną prôwdã pòwiedzôł, ë Waspón téj – to ju gwësno są
sétmenôsce lat – sóm ùznôł, jak më Kaszëbi, nad Pòlôchami
górą jesmë.
P. Choćby tak było, jak wyście mi tedy opowiedzieli, to ja
jednakowoż teraz nie mam chęci zostać Kaszubą, bom się przez
te siedemnaście lat bardzo wiele ważnego nauczył.
K. A co taczégò.

P. Nasz ród Polski jest nie sto, tysiąc, ale tysiące lat starszy,
jak ród Kaszubski.
K. Zdrzëtale! Jakbë to mògło bëc?
P. My, Polacy, pochodzim od Chińczyków; a Chińczycy tworzyli
już znaczne państwo, jak jeszcze ani o Adamie a ni o Ewie
żadnej myśli nie było; bo świat Adama i Ewy jeszcze sześć
tysięcy lat nie istnieje, a państwo Chińskie już przeszło
dwanaście tysięcy lat liczy.
K.: Wejtale! To jô dzys dzywné rzeczë czëjã.
P. Nie, nie! to nie jest nic dziwnego, bo tak nasze Chińskie
dzieje opiewają; i skoro Wam ten kraj opiszę, jego dobre urządzenie
od wieków, to się wcale dziwić nie będziecie.
K. Ach jô jem nó to barzo czekawi.

P. To tedy posłuchajcie. Zapewne wiecie, że rządy krajów są
różne: jedne są monarchiczne, gdzie tylko jeden człowiek całym
krajem rządzi; inne oligarchiczne, gdzie kilku lub kilkunastu
ludzi toże sprawują; a jeszcze inne republikańskie, gdzie
cały naród w urzędowaniu udział bierze; na ostatku konstytucyjne
czyli mieszane, gdzie pan kraju rządzi razem z parlamentem,
do którego naród członków wybiera. W ogóle mówiąc, najtrwalsze
i najlepsze rządy są republikańskie i monarchiczne, osobliwie
kiedy mają dobrych cesarzy, królów itd. Myśmy mieli w Chinach
przez całe wieki dobrych cesarzy, co tak krajem zawiadywali,
iż się lud mnożył, jak piasek na brzegach morza, a pracował,
jak mrówki. Najprzód zakwitło u nas gospodarstwo, ta pewna
podstawa każdego państwa, potem wszelkie rzemiosła i sztuki.
Żaden kraj tyle ludzi nie wyżywił i nie wyżywi, jak Chiny,
które obecnie mają blisko czterysta milionów (400, 000000)
mieszkańców. W Europie jeszcze nigdzie ani nie myślano o drenażach,
o różnych nawozach na rolę itd. kiedy to wszystko się już
praktykowało w Chinach. Nawet cesarz sam, jako wielki opiekun
rolnictwa, nie wstydzi się, co rok w pewien dzień chwycić
się sochy i orać. Religijne urządzenie także temu odpowiadało
i odpowiada. W każdym miesiącu są tylko dwie niedziele. Księży,
jako oddzielnego stanu, wcale nie ma ani kościołów; jedynie
przy znaczniejszych drogach, dużych traktach wystawiono tam
sam na pięknych miejscach bramy, w których umieszczono napisy,
z ksiąg czyli biblii Konfucjusza wyjęte, aby ludzie jadący
lub idący mogli się tutaj przed słotą schronić i czym dobrym
zabawić. Dalej religia Chińczyków podług Konfucjusza nie wzbrania
mężczyzną jędrnym kochać dwie, trzy lub cztery niewiasty ze
względu, że dla chruchli i jedna żona już a wiele. W ten sposób
namnożyło się dzieci, ludu co niemiara, tak że granice Chin
były za ciasne, i musieli niektórzy obywatele się udać na
wędrówkę naprzód w samej Azji; po części ku południowi, jako
Sarmaci, po części ku północy, jako Scytowie. Na ostatku i
to nie wystarczało, więc się znaczne gromady połączyły i zaczęli
się wynosić w dalsze kraje. Odwiedziwszy Syberię albo Indie,
a nie znalazłszy miejsca dla siebie, udały one się koczując
nad morzem Kaspijskim, obok gór Kaukaskich, nad morzem Czarnym
aż do żyznych krajów Europy. Ale to nie od razu. Pierwsza
sławna gromada, jakoby przednia straż, poszła pod nazwą Hunów,
mając za dowódcę Balambera. Ten oddział dał się w czwartym
i piątym wieku po narodzeniu Chrystusa, osobliwie za czasów
Attyli, bezmała wszystkim narodom Europejskim dobrze we znaki;
jednakowoż nie mając po tym dzielnym mężu dobrego naczelnika
musiał się cofnąć, i tylko nieznaczna część zatrzymała się
w dzisiejszej Bułgarii. Potem wyszły nowe zastępy pod nazwiskiem
Awarów; i to było prawdziwe jądro całego rycerstwa Chińskiego,
do którego wszystkie narody północnej i zachodniej Azji chętnie
się łączyły; bo na tej wędrówce nie było trzeba nic robić,
tylko rekwirować, kontrybucje nakładać, anektować. Do tej
rycerskiej wyprawy, co to na końcu szóstego i na początku
siódmego wieku po narodzeniu Chrystusa całą Europę swoimi
walecznymi czynami napełniła, należeli i my, Polacy, potomkowie
Lachów czyli Lesgów, jednego oddziału Awarów Kaukaskich. Dalej
czytajcie kronikę Fredegara z 7. wieku.
K. Jô zôs mëslôł, że ricerstwò Pòlsczé czëlë szlachta z baro
różnëch narodów sã skłôdô.
P. Tak jest po części dzisiaj, osobliwie u Was, w Kaszubach;
ale tak za starodawnych czasów ani w Wielkiej ani w Małej
Polsce nie było; o czym Wy się łatwo przekonacie, porównawszy
fizjonomię prawdziwego Polaka a Chińczyka; ta sma twarz rasy
Mongolskiej, głowa ogolona, tylko na wierzchołku ów czub Chiński,
dalej owo zamiłowanie w kolorach jasnych, rażących: buty czerwone
lub żółte, czapka czerwona z barankiem białym, pas lity itd.
owe maniery Azjatyckie; popędliwość, gniew, zmienna dobroć,
niestałość, niewytrwałość, osobliwie przy pracy umysłowej,
ów duch kastowy, prawdziwie Azjatycki, owa duma militarna:
na koń; pies do nogi.
K. To je dalëbóg prôwda.
P. A więc mi już dalej nie zarzucajcie, że nie jesteśmy potomkami
Awarów.
K. Ale kò dzys ju nié.

P. Jeden niegodziwy kupiec atoli, po imieniu Samo, bardzo
nam, Awarom, sprawę popsuł, albowiem on wszystkich Słowian
znad rzek: Solowej, Łaby, Odry i Dunaju połączył w jedno państwo
i większą część naszego szlachetnego narodu zawojował i powypędzał;
jedynie my, Lachowie, nad górną Wartą i Wisłą, zwąchawszy
pismo nosem, wcale nie dawaliśmy się z nim w wojnę, nawet
przeciwnie staraliśmy się do niego łagodnie przybliżyć; a
on, widząc przed sobą jeszcze wielką wojnę z Frankami, pozwolił
nam nadal w tych okolicach pozostać. Tutejsi pierwotni mieszkańcy
byli Słowianie, od nas prawda zawojowani; ale między nimi
byli jednak jeszcze niektórzy bardzo krnąbrni ludzie; bo Scytowie
w te strony nigdy nie zawitali, cugle zaś Sarmatów były się
już popsuły, Attyla był za dobry dla nich, a podług naszej
kandary jeszcze się nie przyzwyczaili chodzić. Tych myśmy
się starali pozbyć – boć cóż nam było po nieposłusznych poddanych
– i wysyłaliśmy lub sami prowadzili ich do wojsk Samona, aby
się bili przeciwko ogólnemu wrogowi Słowian, Frankom. Skorośmy
się takim sposobem tych mądrzelów pozbyli, już nam było w
wielkiej Polsce a trochę później i w Małej Polsce jak w raju.
Reszta Słowian była nam tutaj posłuszna, coraz posłuszniejsza,
a myśmy nie potrzebowali nic więcej robić, jak tylko bankietować,
polowaniem i sejmikami się bawić; bo wszystka ziemia należała
do nas, a każdy z nas był królem w swej posiadłości. Co nam
było potrzeba, to Słowianie nam musieli dostarczać, czy to
do życia czy to do zabawy, jako swoim dziedzicom. Skoro się
to do Azji i samych Chin doniosło, że nam Lachom ta sztuka
się tak ślicznie udała, przymaszerowała do Europy nasza ariergarda
pod nazwiskiem Węgrów. Im się jak najlepiej powiodło, bo oni,
przez nasze dzieje nauczeni, że trzeba się koniecznie z silniejszym
łączyć przeciwko słabszemu, zaczęli się zaraz z Niemcami bratać
a Słowian niszczyć, i to jeszcze po dziś dzień z dobrym skutkiem
czynią. Teraz znowu wypada nam, Polakom, od nich przykład
brać; a jestem przekonany, że nam się także wkrótce uda, swobodne
życie, jak w dawniejszych czasach, prowadzić. Przeto ja myślę,
że Wy, kochany Kaszubo; najlepiej uczynicie i zostaniecie
Polakiem, szlachcicem; a wtedy zobaczycie, jakie to będą złote
czasy; skoro się jeszcze z jednym narodem skojarzym.
K. Chòc to wszëtkò, co Waspón terôz òpòwiedzôł, tak pëszno
brzmi ë jô téż wierzã, że to je prôwdzëwô prôwda, to jô jednak
Pòlôchã, szlachcëcã, òstac nie chcã.
P. A to czemu?
K. Bò jô bë miôł sobie za przëkłôd Wãgrów wzyc, a jô jich
dëcht nijak nie cerpiã.
P. Jak to być może?
K. Héwò dlô tegò, że to są nôwikszi wrogòwie wszëtczich Słowian,
jesz gòrszi jak Niemcë ë Tërcë, a nierobùsë pierszi klasë.
Słowiani mają dlô nich wszëtkò zrobic, a òni chcą le ùżëwac.
A taczich lëdzy jô nie cerpiã.

P. Jutro Wam to dowiodę, że można i bez pracy żyć, a dobrze
żyć. Więc do jutra zostańcie z Bogiem.
K. Jidzéce, Waspón, z Bògã.

(Skôrb 1868 Nr X)

P. Dzień dobry!
K. A dobri dzéń. Witajã, Waspana, witajã!
P. Dziękuję. Przy dzisiejszym ładnym poranku chcę wypełnić
moją wczorajszą obietnicę.

K. Zgòda. Jô jem téż w nocë niewiele spôł, le jem rozmiszlôł.
P. A co takiego?
K. Jakbë to téż mògło bëc, że Pòlôszë są szesc tësący lat
starszim narodã jak më, Kaszëbi, Słowincë – bò to òstatné
miono je nasze włôscëwé, a tã no le òd Pòlôchów nam narzuconé
– ë wpôdł jem nó tã mësl, czë téż Waspón sã nie zarazëł nowszëmi
filozofami, co to nad kòżdą rzeczą długò ë szerok sã rozwòdzą,
abë wszëtkò lëdzczim rozëmã dowiesc: tak pòczątk całégò swiata
jak ë wszëtczégò, co na swiece je.
P. Nie, nie! Ja takich pism czytać nie lubię; ale, jeżeli
Wyście takowe czytali, to proszę mi opowiedzieć, co w nich
stoi. A owe dowody, iż można na świecie bez pracy żyć i dobrze
żyć, odłożym na później.
K. Niech ë tak mdze; bò jô téż móm jesz niechtëré zapiteniô
ò narodach, chtërné Waspón le mimòchòdã wëmienił, jak to Skytów,
Sarmatów.
P. Chętnie dam o ich objaśnienie, bo to są narody nam, rycerzom
Awarskim, spokrewnione. Ale naprzód chcę słyszeć wywody filozofów
o początku świata.

K. Do tëch filozofów, co nôbarżi w tã materiją sã zagłãbilë,
nôleżą tak nazwóny naturaliscë. Òni bë rôd chcelë wszëtkò
z biegù nôtërë wëtłomaczëc ë dlô tegò wszëtczé przedmiotë,
co sã le dadzą ùchwacëc, chemicznie ë matematicznie rozbierają
ë robią jindukcyje abò wniosczi, dowòdzą przez wiwòdë. Tą
drogą doszlë òni do tegò zdaniô, że na pòczątkù całi swiat
béł napełniony pòwietrzim. To sã przez atrakcyją ë rëchë pòdzelëło
na miliónë miliónów gwiôzd abò słunc; a zôs kòżdé słunce wëdało
przez rotacyją mni abò wicy cał, chtërné sã planetami zowią.
Niechtërë planétë mają swòjich trabantów, jak to nasza zemia
ksãżëc. Ò zemi òni zôs tak dowòdzą: Jak ta czãsc krãgù pòwietrznégò,
co dzys zemiã stanowi, òd słunuszka sã òddzelëła, zaczã òna
sã sama wòkòło se òbracac, ë te cząstczi, chtërné bëłë cãższé,
dążëłë do wëstrzódkù, a te letkszé òddôlałë sã, jaż naòstatkù
wszëtkò sã tak pòdzelëło: piérszô bëła cwiardô z rzarzëstim
ògniã na wëstrzodkù, drëgô bëła płinnô a trzecô ùlotnô, to
je ląd, wòda ë pòwietrzé. Jednak, niżlë to tak dalek przëszło,
òdlecôł jesz przë òbracaniu jeden krąg òd kùlë zemsczi, a
z tegò sã ùtwòrzëł ksãżëc. Jak to ju wszëtkò gòtowé bëło,
téj jesz na mòc òdwiecznô, nôtërą zwónô, nie bëła spòkójnô,
nawet z pò dzys dzéń spòkójną nie je, le corôz to jinszé przemianë
z zemią robi. Te cojardë czãscë zaczął ten wewnãtrzny òdżéń
rozdëmac ë spòd wòdë w górã wësadzac. W ten spòsób pòwstałë
na różnëch môlach wnet wikszé wnet miészé lądë a wòda zla
sã pòdłùg prawideł cãżkòscë w niżënë ë ùtrzòrzëło sã mòrze,
co jesz wiedno trzë razë wicy przestrzeni òbjimô jak ląd.
Ten dzelimë na Azjã z 830,000 mil kwadratowëch; Amerikã z
663,000 m. kw.; Afrikã z 534,000 m. kw.; Europã z 168,000
m. kw.; Australija z 160,000 m. kw. ë pôłniowòpòlarny krôj,
chtërnégò wielgòsc jesz nijak nie wiadomò, bò tã panëje wiecznô
zëma. W niechtërëch czãscach pòwstałë barzilkò wësoczé górë;
tak w Aziji mómë Himalôjsczé z czubkama: Kinchinjnga 26,437
stóp, Dżawalagiri 26,340 st. ë Czamalari 24,378 st.; Kaùkasczé
z czubkã Albrus 16,770 st. wësoczim; w Americe Andes z czubkami:
de Sorata 22,200 st. Akongagua 21,900 st. ë Szimborasso 20,000
st. wësoczim; w Europie Alpë z górą Biôła 14,773 st. ë Różową
14,196 st. wësoką, a Karpatë z czubkã: Surula 9,012 stóp wësoczim.
Pòwietrze ë wòda, jakò deszcz ë lód, nie tëlkò górë kruszëłë,
ale te òkrëchë zarôz ë w dół spłukiwałë; a òdżéń corôz to
wicy nã skòrupã zemi spòd wòdë pòdnôszôł, tak że mòrze na
głãbòkòscy mùszało przëbierac; môlami ju bliskò dwie mile
wëmierzono.
P. Będzie mnie to wiele czasu kosztować, aby te wszystkie
liczby spamiętać.
K. Matematika ë chemijô są głowné pòdstawë wszëtczich dowòdów.
Pòdług tëch wiadomòscy wnioskùją cy mądrzelowie, że do ùtwòrzeniô
taczi zemie, jaką nasza terôz je, nie bëło dwanôsce razi tële
czasë pòtrzeba; bò na pòczątkù na tëch, z wòdë wësadzonëch,
pùklach bëłë barzo niedokładné zelëska ë zwiérze, chtërné
pò czãscy terôz ju nijak nie egzëstëją. Pòtemù za tësąc ë
zôs tësąc lat zaczãłë sã dokładnészé zwierze twòrzëc, jaż
na òstatkù ë ród lëdzczi pòwstôł, czej dlô niegò ju bëło wszëtkò
na zemi tak przëspòsobioné, żebë tu mògło żëc. Czë òn sã le
na jednym môlu òkôzôł czë téż na czilka razã, tegò gwësno
nicht dëcht dokładnie nie wëkôże, ale nôwicy ùczonëch ùtrzëmùje,
że to sã stało na czilka môlach, chòc nie jednégò czasë; a
to wiedno tã, dze ląd nôwëżi z mòrza wëstôwôł.
P. To mnie nadzwyczajnie cieszy, że ci uczeni ludzie moje
zdanie o dawności naszego rodu azjatyckiego tak ślicznie popierają.
K. Chòc cy mądrzelowie tak dowòdzą, to jednak më, Kaszëbi,
co jesmë barżi chrzescyjansczi, jak dzysejszi lud w Rzimie
abò Jerozolëmie – dlô tegò më so pòwiôdômë, że Christus sã
w Kaszëbach narodzëł – ni mòżemë żódną miarą taczich dowòdów
przëjic.
P. Z czasem wszystko się zmienia, nawet i zdania. Ale o tym
potim.

K. Dobrze, dobrze! Kò terôz jô proszã Waspana, mie jesz co
ò Skytach ë Sarmatach pòwiedzec.
P. Skytowie, Żydzi, Sarmaci, Hunowie, Węgrzy, Kozarzi, Kumani,
Turcy, Tatarzy i Mongołowie są nasi pobratymcy, Azjaci koczujący.
My się wszyscy, jako narody waleczne, z Azji do Europy dostali.
Naprzód Skytowie zawojowali wschodnie kraje Europy po Dniestr
i Pregołę i tej części Europy nadali nazwę Skytia. Z pewnością
by się później dalej posunęli, żeby nie byli im Celtowie czyli
Galowie przeszkodzili. W czwartym wieku przed narodzeniem
Chrystusa wyszedł ten naród z dzisiejszej Francji i od Alp,
a dążył z mieczem w ręku ku wschodowi nad rzeką Dunajem. Tymczasem
z drugiej strony od gór Kaukaskich wystąpili Sarmaci i szerzyli
swoje zdobycze ku zachodowi, Skytów wypierając. Ci znowu udali
się do swoich braci nad Bałtyk, gdzie zawojowanych Słowian
na Litwinów przerobili. Ale i tutaj dokuczał im przez niektóren
czas narody Skandynawskie pod nazwą Gotów, szykujące się na
wędrówkę ku Czarnemu morzu. Tym północnym barbarom nie mogli
Sarmaci stawić należytego odporu, bo posiadali dwie wady,
jak to niektórzy ludzie uważają: naprzód, że nie lubili gospodarstwem
się trudnić, a po drugie, że każda horda, każdy oddział chciał
być niezależnym. Roksolani nie chcieli nic wiedzieć o Alanach,
Alani znowu o Jadźwingach itd. Dlatego zajęli Gotowie lekkim
kosztem północne brzegi morza Czarnego a Sarmaci, nolentes
volentes, wyniośli się w zachodniopółnocne strony. Pierwsza
horda, Alani, przeszła Bug i Wisłę a tedy, połączywszy się
z Wendami czyli Wandami, przyjęła nazwę Wand-Alanów i , dalej
życie wędrowne prowadząc, nie tylko w Europie ale i w Afryce
różne narody podbijała. Druga horda, Roksolani, to jądro wszystkich
Sarmatów, stanąwszy nad Wisłą, umieli się tutaj nad Słowianami
tak wynieść, wywyższyć, że my ich za naszych poprzedników
i pod pewnym względem za naszych nauczycieli uznawać musimy,
a przeto w poezji Sarmatami się mianujemy. Trzecia horda,
Jadźwingowie, znajdowała się zaraz od początku między kowadłem
i młotem, bo Roksolani, w nowej siedzibie Polanami nazwani,
im dalej ku zachodowi się posunąć nie dozwalali a Gotowie,
obrósłszy w pierze, od południa i wschodu na nich dybali.
Świetny był trzeci i czwarty wiek po nar. Chr. Dla tych północnych
barbarów, aż trafiła kosa na kamień: ich wzięli Hunowie dobrze
w kluby i znowu nastały tutaj błogie czasy azjatyckie, jak
już to przedtem opowiedziałem.
K. Ti Gòtowie gwësno ë przez nasze stronë Kaszëbsczé lezlë,
bò w naszi mòwie słowiansczi je wiele słów Skandinawsczich,
òsoblëwie przëmiotników; chtërné ale kòżdi lingwista letkò
pòznô pò jich gnôcany fòrmie; òne są wszëtczé bez rodzajów,
przëpôdków ë lëczbë.
P. Ja o naszej rodowitej mowie Wam wiele powiedzieć nie umiem
(w której, jak się wydaje wszystkie dwa lub więcej zgłoskowe
słowa doraźnik czyli akcent na przedostatniej sylabie miały
i ten sposób wymawiania od nas do mowy polskiej się dostał);
bo wszystkie narody azjatyckie, koczujące, przyzwyczajały
się bardzo często do obcych języków. My, Awarzy, tak mocno
polubiliśmy język łaciński – co i nasi pobratymcy Węgrzy później
uczynili – że nam do wszystkiego wystarczał. Do każdego urzędu
był on najbardziej lub jedynie potrzebny. Ksiądz łacinnik,
sędzia łacinnik itd. nawet dworska kucharka tym językiem paplała
albo przynajmniej niejedno słowo przebąknęła. Każdy rycerz
patrzał z pogardą na słowiańszczyznę, jako na język poddanych.
Woleliśmy już rozmówić się po francusku albo zaśpiewać po
włosku. W kwitnących czasach i niejeden sługus porywał francuszczyznę;
co nie każdemu panu, osobliwie nie każdej pani, było do gustu.
K. Gwësno dlô tegò, żebë ten twór nie stôł sã swòjsczim ë
niestracëł na walorze. Wiele lëdzy ùwôżają kòżdi towôr zagraniczny
za lepszi jak swòjsczi. Tak pariskô szãkôrka nazéwô sã w Pòlsce
guwernantką a francusczi wërobnik guwernerem.
P. Toć i od nich można się nauczyć po francusku mówić. Ale
wybaczcie, już wielki czas do kościoła.

K. Jesz na chwielkã, bò mie przëszła na mësl jedna pòwiôstka,
chtërną jem czëł na Krajnie.
P. Jeno króciuchno.
K. Powien szlachcic nad Wisłą, co miał liczne zbiory;
Że mu pokłon dawano, czyniono honory;
Rozumiał, iż upodli przez to swego syna,
Gdyby go ujrzał w szkole z dzieckiem mieszczanina,

Począł tedy przemyślać, jak go edukować.
Za najlepsze osądził, guwernerów chować,
Sprowadził więc Anglika, Włocha, Francuza,
I kazał go nauczać, co opiewa muza.
A tak, gdy wyszedł synek z tych trzech mistrzów szkoły,
Powiedział, że Polacy nie ludzie, lecz woły,

Zapłakał szlachcic na to, gdy usłyszał o wole,
I odtąd dzieci kształcił w narodowej szkole.

(skôrb 1868 Nr XII)

P. Mój kochany Kaszuba! Wyście pewnie zaraz po kościele mnie
się spodziewali?
K. Tak, Tak.
P. A mi się nadarzyła po kościele okazja do zwiedzenia ostatnich
kącików słowiańskich na Pomorzu pod Miastkiem, Bytowem i Słupskiem,
gdzie się przekonałem, iż istotnie tamtejsi mieszkańcy Słowińcami
się mianują a swój język słowińskim nazywają.

K. Jo, jo! to je prôwdzëwie ë nasza piérwòtnô nazwa, jak jem
ju przedtim nadmieniôł. – Toteż proszã mie pòwiedzec, jak
sã Waspanë nasz kòscół ùdôł?
P. Jak to na wsi – bardzo dobrze; boć i niektóre miasteczko
tak ładnego nie posiada.
K. Żebë Waspón béł jen le przed szterdzëscë lat widzôł, jak
jesz przë nim wspaniałi klôsztór Benediktink stojôł: téj òn
sã wiele, wiele lepi òkazowôł. Ale mie nick, tobie nick przeszło
ksãdzë probòszczowi na mësl, jeden kąsk klôsztorë pò drëdżim
ùrëwac, mùrë rozwalac, ë żebë sã ò tim nie béł nasz dobri
rząd, chòc to lëtersczi, dowiedzôł a temù chùtinkò nie zapòbiegł,
tobë ju gwësno nie tëlkò klôsztor, ale ë całi kòscół w gruzach
leżôł.
P. A jakaż toby pobudka do tak bezbożnego czynu była? Jednak
nie chętka znalezienia pieniędzy, o których w każdym klasztorze
wiele rozpowiadano, a to często nie bez przyczyny?
K. Jô nie wiém.
P. To mi się przy kościele nie spodobało, że ze cmentarza
zrobiono łąkę. Czyliż i to z chciwości?

K. Tak, tak! Ë mie sã to téż nie widzy, abë cała lëdzczé tak
zagrzebac, jak jaczégò psa, bez mògiłczi nad kòżdim grobã.
Mie sã zdaje, że to je czësté widzymisã, bò prawò prësczé
tegò nie zabrôniô, przecywnie przepisëje wëwëższenié ze zemi
nad kòżdim grobã. Tak téż przed piãtnôscë lati nie bëło: téj
nawet snôżé, wiôldżé lëpë na smãtôrzu stojałë, a nad kòżdim
grobã bëła mòdżiłka. Starszi wiedzelë, dze zwłoczi dzecy,
a dzecë, dze zwłoczi starszëch spòcziwałë. Brat szedł na grób
sostrë a sostra na grób brata ë zmówilë swój pôcórk; nawet
krewni z daleczich stron mòglë òdwiedzëc taczé grobë ë pòbòżnie
do Bòga westchnąc. Dzys to je dëcht jinaczi; to wszëtkò mô
kùńc.
P. Toć jednak i to nie jest księdza proboszcza sprawka? boć,
jak wysoko on takowe pamiątki ceni, widziałem z tego, iż dał
swym krewnym i gospodyni wystawić nagrobek, a naokół grobu
znajdują się sztacheciki z lanego żelaza.
K. Nié tak! Gòspòdëni ë krewnym.
P. Niechaj i tak jest. Tylko nad niemieckim napisem mocno
się dziwowałem, gdyż mi powiadano, że on sam jest rodowity
Kaszuba i jego wszyscy krewni są także Kaszubami; a w kościele
jedynie język słowiański słyszałem.
K. Pòd tim wzglãdã nie je nasz ksądz probòszcz ani gòrszi
ani lepszi òd wiele jinszëch ksãdzów. Gadac to òni lubią do
chłopa, chòc ë dëcht majãtnégò, pò pòlskù, nawet ë pò kaszëbskù:
Co przëniósłes? Zapłac ë tã dali; a zôs do Żëda ju perzinkã
grzeczni: Co kùpiec pòwié? Co tã slichac w swiece? Ale skòro
do nich chto pò niemieckù zaszwargòce, to zarôz jegò panã
(Sie) nazéwają; bò dostalë dobrą nôùczkã w seminarium dëchòwnym
òd s.p. biskùpa Sedlaka: „Czéj bãdzece, Panowie, pisac do
przewielebnégò kònsystorza, to piszece pò niemieckù abò wëjątkòwò
pò łacënie, ale nigdë pò pòlskù, bò tak kòżdi chłop gôdô.”
P. Ej, to jest dziwna myśl! Jakoby lud prosty w Niemczech
po niemiecku, we Francji po francusku itd. nie mówił. Gdzie
tu logika? – Nasz arcypasterz polubił język łaciński, naturalnie
z tej przyczyny, że łączy duchowieństwo rzymsko-katolickie
z Rzymem a wstrzymuje takowe od bliższego zapoznania się z
słowiańszczyzną.

K. Bò tak, bò tak! Jeden cygnął do Berlina a drëdżi cygnie
do Rzimù – ë basta! Tã grzecznosc dlô kòżdégò Niemca mòżna
sobie ë tak wëłożëc: Prostôków abò sã wabi ùsmiéchã abò sã
jich zmùszô pòstrachã. Stąd to przëmilenié przë kòżdi leżnoscë
kù Niemcóm a zôs no cągłe szkalowanié we wszëtczich gazétach
pòlsczich na Mòskôli ë greckò-katolëcką wiarã, jednym słowã:
na wszëtkò to, co je słowiańsczé; bò wszëtcë Słowiani są głëpcami
prócz Pòlôchów, chtërzi we wszëtczim dobrim ë mądrim całémù
swiatë przódkùją. Pisma tak redagòwóné ksądz ë szlachcëc zachwôli
a ludk głupi so kùpi.
P. To jest bardzo politycznie, tak z strony panów redaktorów
jak z strony księży i szlachty. Stare przysłowie powiada:
„Podchlebiaj, podchlebiaj, a będziesz szczęśliwym.” A jeszcze
daleko lepiej każde podchlebstwo się uda, kiedy się przy tym
drugich gani, ale ostrożnie. Mądry redaktor w Prusach grozi
palcem w bucie albo pięścią w kieszeni Prusakom, w Austrii
Austryjakom; ale jak wpadnie na Ruska, to już pięści z kieszeni
bezpiecznie wyjmuje, osobliwie pisząc w Francji lub Anglii.
K. Jô bë mëslôł, żebë to bëło wiele szëkòwni przecywkò Francuzóm
ë jinszim tak nazwónym narodóm cywilizowónym, co to Pôlôchów
òd wieków za nos wòdzą ë za głëpców trzimają, drist wëstãpic,
naùkòwé rozprawë pisac ë jejich zdaniô zbijac, bò òd zachòdë
nóm nie tëlkò pòd wzglãdã pòliticznym ë jãzëkòwim czëstô zagłada
grozy, ale nawet pòd wzglãdã relidżijnym. Stąd przëchòdzy
w corôz wikszëch pòrcyjach trëcëzna dlô kòscoła rzimskòkatolëcczégò,
niestetë! dlô całégò chrzescyjaństwa.
P. Jakoby to mogło być? Czyli nie są w Niemczech nad Renem,
w Bawarii itd. pobożni katolicy? A dopiero Francja cała jest
katolicka.
K. To je wszëtkò prôwda. Ale cëż to pòmóże, czéj tã je barzilkò
wiele òwc parszëwëch.
P. Ja o tym nigdy nie słyszałem.

K. Téj dajma lepi rzeczóm pòkój; bò spór midzë greckòkatolëczim
czëlë słowiańsczim a rzimskò-katolecczim kòscołã ò pòchòdzenié
ducha swiãtégò jedënie òd Bòga Òjca abò òd Bòga Òjca ë Bòga
Sëna razã je le fraszką procëmkò sofizmatóm niemiecczich ë
francëskich mądzrzelów. Dlô tegò tobë bëło jak nôwôżniészé
dlô katolëcczégò dëchòwieństwa te milné zdania nôùkòwò zbijac
a nie wiedno lud słowiansczi lëdã słowiansczim straszëc ë
tak pòbramtimców nó sã szczëwac.
P. Ale już mówcie, mówcie! cóż się na zachodzie dzieje?
K. (Bije sã w piersë.) Bòże! òdpùscë mie mòje grzéchë; Bòże!
bãdze mie miłoscyw. Ti chrzescyjansczi pògani abò pògansczi
chrzescyjanié w Niemczech, we Francyji ë tã dali, dowòdzą,
że biblëjô nie je pismã swiãtim, że Christus nie béł Bògã,
nawet wątpią ò dëszi w cele lëdzczim. – Taczé są jejich gôdczi!
P. Dalej, dalej! Ja lubię takie bajdaluki, dziwolągi słuchać.
K. Mie, jakò dobrégò Kaszëbã, katolëka, co to nie tëlkò wełnã,
ale skórã ë miãso dô, czéj mù le ksądz wieczné zbawienié dëszë
zabezpieczi, złosc pòbiérô, krew do głowë bije ë wszëtczé
członczi sã trzãsą, czej jô to czëjã abò czëtajã.
P. Jak ci Sofiści mogą takie rzeczy dowodzić?

K. Òni sobie krótkò tak rezonëją: Czéjbë pismò swiãtë òd samégò
Bòga pòchòdzëło, tobë w nim żódné òmiłczi ani żódnëch brëdów,
niedorzecznoscy bëc ni mògło. Ale terôz je nôùkòwò dowiodłé,
że pòdług bùdowlë cała człowieczégò, òsoblëwie gnôtów głowë
wszëtcë lëdze òd jedny pôrczi, Jadama ë Jewë, a tim mni jesz
òd Noégò ë jegò sënów pòchòdzëc ni mògą. Także je zemia pòdług
rocznëch krãgów òdwiecznëch drzéwiãt wiele starszô, niżlë
to pismò swiãté, ta biblëjô pòdaje. A cëż dopiérzë z nim ò
pòtopie gadac, chtërnégò niemòżlëwòsc a przënômny takòwégò
ògraniczenié na zemiã, midzë Eufratã ë Tigrisã leżącą, tak
fùndamentalnie dowòdzą, że je trudno jim sã òprzéc; bò w tëch
czasach miałë ju Egipt, Chinë ë Jindije swòjé dzeje. Dlô tegò
trzeba sobie ùszë le zatknąc, jak cy zãbòlowie zaczną sã wëszczerzac
z negò pësznégò òpisë archë Noégò; bò òni ùmieją to wszëtkò
przez różné lëczbë tak dobitnie wëszëdzëc, że nic a nic prôwdë
w tim òpisaniu nie òstónie na przëkłôd: òni zaczną wëlëczac
wszëtczé gatënczi zwiérzãt a téj dali wnioskùją, że taczégò
òkrãta nawet przë dzyséjszi kùlturze nicht bë nie zbùdowôł,
cobë òd wszëtczich zwierzãt, na zemi ë w pòwietrzu żëjącëch,
pò pôrze mògło sã ùmiescëc. Samëch psów je czilkanôsce gatënków.
Dëcht za bôjkã pòczëtëją òni nã pòwiôstkã ò bùdowaniu wieżë
Babilonsczi ë tãtejszim pòczątkù wszëtczich różnëch mów na
swiece. A jim rzec, że nie tëlkò ksądz wikari, ale sóm ksądz
probòszcz tak a nie jinaczi ùczi; to sã zaczną smiôc do rozpãknieniô,
jak jaczi wariôcë, a pòtemù nibë z miłoserdzô tak dowòdzëc,
jakbë chcelë pòwiedzëc to, co Hus, na stose gòrejący do ny
bôbczi, pôrã drewiénk na òdżéń rzucający: ôh glëpòta nad glëpòtami
(a saneta simplicitas). Pòd tim wzglãdã znaczi ù nich Bopp
wicy, jak jaczikòlwiek pòp, chòcbë ë sóm pôpież, Szlejcher
lepi jim brzmi, jak Szlejermacher, a żid Lichtenstejn je dlô
nich swiatłã, nie kamieniã; nawet Pott je jim pëszné słowò.
P. Szkoda, szkoda! że już nie mamy więcej szkół klasztornych.
Tam wszystko wykładano naukowo w języku łacińskim podług Alwara;
tylko wyjątkowo uczono paniczów magnatów podług książek francuskich,
tak gramatyki języka polskiego z „Essai de grammaire polonaise
pratiqwe et raisonnée. Varsowie. 1807.” Wielkie damy w Polsce
uważały i modlitwę francuską za Bogu przyjemniejszą niżeli
łacińską albo polską. – Jednakowoż Alwara dziełko, to była
jedyna książka! Kto tej na pamięć się nauczył, mógł nawet
z panem profesorem naukowo po łacinie dobrze się rozmówić
i nie potrzebował się lękać przed: „habes signam!” co to za
sobą malas notas pociągało, a O. Gwardian potem na końcu kwartału
obdarzał nie z prawego rękawa świętymi patronami, jeno z lewego!

K. Ale ë pòd tim wzglãdã ni ma na tëch bezbòżników żódny radë,
bò ù nich nie pòpłôcô jãzëk le mësl, chtërną sã òpòwié abò
napisze. Głëpstwò je głëpstwã, chòc ë pò hebrajskù abò pò
łacënie wërzekłé; a pòjedincze słowa z cëzëch mów wzãté ni
mają bëc wiedno òznôką wiôldżi mądroscë ë wiédzë, le barzo
czãsto zasłoną brakù mësli abò téż czôrnym òszustwã, abë jinszim
lëdzóm piôskù w òczë nasëpac. Dlô tegò nie robi hebrajsczi
jãzëk na tëch mądrzelów żódnégò wrażeniô. Tak ùtonienié Faraona,
króla egipsczégò z całim wòjskã òni sobie dëcht naturalnie
przez przëpłiw ë òdpłiw mòrza Czerwionégò tłomaczą, przëpisëjąc
mądrémù Móżeszowi wiôlgą znajomòsc tëi rzeczë, jak ë zrzódeł
ë gór w pùszczi arabsczi, dze òn jak móg lud żedowsczi òszëkòwôł
w ti dobri mësli, abë swégò célë dopią ë jen ùszczestlëwił.
Pòdaniô biblijnégò, że zemia cëchò stoji a słonuszkò nawòkół
ny sã òbrôcô, ju wicy w żódny szkòle nie ùczą. To je bòlestno,
że nasz rodôk Kòpernik to tegò sã nôbarżi przëczënił. – Jak
cy pùrziscë ti friwòlné môle, np. w Hiobie, nicëją, mòżna
sobie letkò wëstawic, czéj nawet barzo pòbòżné miesca nie
ùszłë jejich kriticzi. Tak òni ò Dawidze ë Salomònie rozprôwiają,
że cy królowie bëlë za młodëch lat jak nôwikszëmi rozpùstnikami,
a dopiérzë w staroscy pisôł Dawid pòbòżné psalmë a Salomòn
mądré przipòwiescë. Jednym słowã: òni pismò swiãté ë jegò
pisôrzi dëcht tak kritëkùją, jak kòżdé jinszé dzeło swiecczé.
P. Na księgi starego testamentu już trochę zezwalam; ale jak
ci sofiści chcą nowy testament zaczepić, osobliwie boskości
Chrystusa, to ja żadną miarą nie pojmuję.
K. Dac le kòkòszi grzãdë, to òna chce wszãdë. Jak ti naùkòwi
hereticë wpadlë nó tã milną drogã, wszëtkò badac ë le to za
gwësné przijmòwac, co òni mògą czëc, maklac, szmakac, wąchac,
slëchac, widzec ë swòjim rozëmã pòjic, abò co przënômni przecywkò
rozëmòwi lëdzcziémù nie je, tak sobie móżesz, Waspón, letkò
wëstawic, że ju ë Christus ni mógł jinaczi pòwstac, jak le
tak, jak kòżdi jinszi człowiek. Przë tim òni so jesz pòwiedzą,
żebë cëda – w chtërë òni naturalnie nie wierzą – ùbliżałë
samémù Bògù, żebë timspòsobã jegò sã przërówniwało do jaczégò
méstra, co to swòje dzeło òd czasë do czasë mùszi pòprawiac,
jak to òd chrzescyjan pògardzony ë za pòganów ùznóny Bùdajiscë
chcą miec, cobë jim co tësąc lat jaczi nowi pòsłanc z nieba
przëszedł ë wszëtkò zepsowóné naprawił. – Ten spór ò dwòjaką
nôtërã, bòską ë lëdzką Christusa nie je téż dëcht nijak nowi,
bò ju w piérszëch wiekach pò Jegò narodzenim Arian ze swòjimi
zwòlennikami ùtrzëmòwôł, że Jezus Christus le jedną nôtërã
miôł, jaż jich na sobòrze Nicejsczim kòscół chrzescyjansczi
mùszôł wëklic. Niestetë! pòmimò tegò mają Ariani jesz pò dzysdzéń
ù nas na Mazurach w Kòszinówce (Andreaswalde) swój kòscół.
A to stąd pòchòdzy: Jesz przed Cyrilã ë Metodã, bò ju w trzecym
wiekù pò narodzeniu Christusa, rozszerzëłë Arian ë jegò zwòlennicë
midzë Słowianami wiarã chrzescyjanską, chòc błãdną, ë òna
sã w Pòlsce przez wszëtczé wieczi, chòc òd czasë do czasë
barzo przëgniotłô, pòd różnëmi nazwistkami ùtrzima. Ò jinszëch
pòdobnëch òdszczepiéncach np. Òrmijanach, Jakòbitach, chcemë
zamilczec, le sobie przëpòmniec, co Francuzë pòdczas ne wiôldżi
rewòlucyji z Chrzescyjaństwã zrobilë! Tak grozëło ë grozy
czësti wierze chrzescyjansczi, co to w Christuse dwie nôtërë
ùznaje, niebezpieczenstwò òd pôłnia ë zôchòdë, a nie òd wschòdë.
Cy mądrzelowie w Niemczech ë we Francyji chcą nawet z nowégò
testamentë wëczëtac, że Christus miôł rodzonëch bracy ë że
ù nich jegò wiara òbjawionô nômny pòpłôca. Wiara chrzescyjanskô
wògóle rëchli zakwitła miédzë sąsednëmi pògansczimi narodami,
jak miédzë samëmi, òd Bòga wëbrónëmi Żëdami, co Christusa
ë jegò pòchòdzenié nôlepi znalë. Dlô tegò cy sofiscë tak rôd
sã òdwòłują do historiji żëdowsczi nëch czasów ë kôrbią, że
wiara chrzescyjanskô ze wszëtczich wiar nôwicy krwie niewinny
przela.
P. A nie mogliby nasi kochani księża takich wariackich zdań
zbić?

K. Kò gwësno bë mòglë, żebë le chcelë; ale jak sã wëdaje,
to òni z tëmi przemądrzłëmi lëdzami nie chcą sã w żódną rzecz,
w żódną dispùtã wdac, le na nich, jak Boernë pòwiôdô, z pògardą
wzérają, jak na taczich, co ni mają żódnégò przëstãpù do dwòrë
niebiesczégò: bò, jak Hejne pisze, ksądz katolëcczki chòdzy
tak, jakbë jemù niebò nôleżało, zôs ksądz lëtersczi tak sã
wëkrącô, jakbë miôł niebò w harãdze.
P. Toć ci pazerni Niemcy tak źle nie mówią.
K. Lata niezle! Mają cy panowie za ùszami, jak ë wszëtcë pisôrze
tegò sortë, co to sã fòrmalnie na wszëtczich ksãżi spiknãlë,
ë chòc no wëchwôlają, to z nijaką jironiją. Tak jeden òpòwiôdô,
że jak arcëpastérz Dzewinsczi (Magdebùrsczi) w Rzimie sã zapitôł,
czë to je wòlno brac òd pògansczich włôscëceli meszné? Miôł
mù òjc swiãti òdpisac:Kòchany brace w Christuse! To sã zamò
przéz sã rozmieje, że mùsysz brac; bò wejle: Pón Bóg stwòrzëł
zemiã, a më jesmë jegò słëgami, dlô tegò òna do nas nôleżi;
a żebë Të jes dzesãcënë òd tëch lëdzy nie brôł, tobë òni mëslëlë,
że te grënta jim nôleżą. Drëdżi pisôrz donosy, że pôpież Grzegòrz,
co tësąc lat pò narodzeniu Christusa bezżeństwò ksãżi ë naùszną
spòwiedz w kòscele rzimskò-katolëcczim zaprowadzëł, miôł pòwiedzec:
Terôz jô mòje wòjskò ò pôrã kroc sto tësący pòwikszëł. Òn
bë mógł jesz rzec: Jô trzimajã wszëtczich dëchòwnëch kòscoła
rzimskò-katolëcczégò na léncuchach, a ti zôs wszëtczich katolëków
na pòwrozach. Stąd trzecy mądrzela przebąkùje: Ksãdzë katolëcczémù
je dobrze na kazlnicy prawic, czéj mù parafiani przë spòwiednicy
ò wszëtczim mùszą szeptac. Czwiôrti bùrzëcel zôs nibë jich
chwôli, rozprôwiając, że ni ma mądrzéjszégò towarzëstwa na
swiece nad dëchòwieństwò, co to dobrze wie, że nôlepi je téj
brac, rëbë łowic, czéj wòda je mãtnô, czéj spòkójnô rozwôga
pòd wpłëwã za wiôldżégò smùtkù abò redoscë ùstaje. Dlô tegò
trzimô ksądz mieszk òtemkłi pò narodzeniu dzecka (chrzest),
przë dozdrzelëwaniu (piérszô spòwiédz), pò dozdrzeleniu (slub),
przë smiercy (pògrzéb), to je, òn mô wiedno òczë głównie zwróconé
nó ten pùnkt pùnktów, pùnkt centralny. Pòtemù piąti jim zarzucô,
że òni prosti lud le zwòdzą, gdëż sami w to nie wierzą, co
na kazalnicy ë przë katechezacyji naùczają, dze w pësznëch
słowach ò niebie tak rozprôwiają, jakbë tã jesz barżi swiadomi
bëlë, jak na swòjim pòdwórkù, nawet niejednemù za pôrã złotëch
abò téż za grëbé pieniądze tã przistãp wëjednac przëòbiecëją;
a jednak skòro sã mają sami do nieba przeprowadzëc, to jim
sã dëcht nijak niechce: òni bë wòlelë tã jesz wprzód Piotra
ë Pawła wëprawic nó te niebiesczé rozkòsze ë ùcéchë, a sami
tu na zemi òstac, abë sã zabawic z kòrkã, rozpòrkã abò wòrkã.
Nó to jidze niejednë wdówczi, chòc nie krówka, to przënômny
celã abò gąska; a jednak pismò swiãté wszãdze a wszãdze chcëwòsc
pòtãpiô, słëgóm bòżim nawet sakwë ë taszë w ruchnach zabrôniô,
dzebë mòglë co włożëc. Jesz jinny przëpisëje jim òkropną chãtkã
nieszaniô sã w familijné, domòwé jinteresa ë pòrówniwô jich
z pòdłëmi jintrigantami ë tak dlô ùniknieniô tegò złégò bierzą
so rozsądny katolëcë żonë abò gòspòdënie niekatolëcczi. Dlô
tegò je ju wiôldżi, wieldżi czas, abë tim heretikóm, tim nieproszonym
kritikóm pësk zasztopac ë dowiesc, że òni łżą, łżą, łżą!
P. To jest źle, bardzo źle, że dzisiaj już nie ma nigdzie
na świecie na takich ludzi porządnej inkwizycji, jak to przed
laty było w Hiszpanii; to by tych wszystkich oszczerców trzeba
popalić razem z ich pismami; a wszystkim drukarzom zakazać,
takie bezbożne książki i rozprawki drukować. U tych mądrych
głupców pewno i najświętsze sakramenta nie mają żadnego znaczenia.
K. To sã samò przez sã rozmieje, że le tak dalek je przëznają,
jak w jejich króm pasëją. Z niechtërnëch czinnoscy kòscelnëch,
òsoblëwie rzimskò-katolëczich, jak to swiãceniô wòdë, wina,
krédë, szatlachù, zelô, winôszków, lubią òni sã niezmiernie
nasmiewac ë takòwé ganic, nibë z te dobré przëczënë, że te
rzeczë le dają przebiegłim òszustóm spòsobnosc do zwòdzeniô
prostégò lëdë pòdczas chòrób ë przë jinszëch leżnoscach. Jinszi
ùznają to za czëstą chitrosc dëchòwieństwa ë pòdsuwają tim
òbrządkóm nibë jezujicką zasadą: Swiat chce bëc òszukónym
(Mundus vult decipi). A chcec tim niedowiarkòm pòdług ùczonégò
dzeła, „Akademija wszelkiej scyjencyji pełna” z 1746. rokù
dowiesc, że cëda sã dzałë, dze tã pòd napisã „Polska świętych
ojczyzna” w II. czãscy na stronie 418. pò wëleczeniu szesnôscë
Krucëfyksów w Pòlsce stoji: Jest i więcej po Polsce i Litwie
cudownych krucyfiksów; ale że o nich nie mam należytej informacyji,
malo tacere, quam errare. Daléj na str. 422. „Otóż masz w
Koronie i w Litwie Obrazów N. Maryi cudownych, łaskami słynących
wszystkich 78. Obrazy zaś różnych Świętych, przy których cuda
Bóg czyni w Polsce, wyliczać bilbi Herculeus labor; zaczym
go się niepodejmuję.” to òni zarôz są z jironicznym zapitaniém
na placu: Jak cy Swiãcy, te cëdowné krucëfyksë ë òbrazë mògłë
dopùscëc, że Prësôk luter, Rësk schizmatik, ë Austrijôk jejich
òjczëznã rozebralë? Czëlë to nie przez zdradã Matczi Bòsczi
Czãstochòwsczi, co to ją Pòlôszë Rëskóm wzãlë ë swòją królową
zrobilë? Pòtémù chcą dali wiedzec, skąd to pòchòdzy, że, dze
le sã kòscół ewangelicczi zagniéżdżi, tã sã zarôz cëdów nei
spòstrzégô; jakbë jedënie ksądz katolëcczi miôł ten dôr, ùtrzimaniô
miesc cëdownëch w pòrządkù.
P. Ach, jakie to są dziwne myśli!

K. Na tim nie je jesz kùńc. Ti niedowiarkòwie jesz wiele wicy
pleszczą: na przëkłôd, że ksądz mô w tidzéniu le jeden dzéń
robòczi, a jinszi lëdze mają szesc; że ùczeni wòlą dëspùtowac
z człowiekã, co mô òlij w głowie, a nié le na głowie; że rozwôga
nad tajemnicą Trójcë przenôswiãtszi ju wiele prostôków, nawet
ë ùczonëch mãżów, jak to negò profesora Teologijë w Brunowie
czëlë, jak niemcë chcą, Brunsbergu przëprowadzëła do wariacyjë,
a to dëcht niepòtrzébno; niech lód le lodã, wòda wòdą a para
parą; że wiara w wògóle je òsoblëwszim òrganã ògłupianiô (Verdummungs-Organ),
chtërnégò prôwda jesz żóden rozsądny fiziolog sã niedomaklôł
a jednak są lëdze na swiece, co jen barzilkò pielãgnëją, bò
sã jedënie z niegò żëwią. Ale dôlébóg ju dëcht nôszkaradniészą
rzeczą je, czéj cy mądrzelowie tak dalek sã zabłądzëlë, że
w bët dëszë w lëdzczim cele nie wierzą ë se smiészkami nad
biédnym stanã taczi dëszë sã rozwòdzą, co nôprzód òd płodzeniô
dzecy, a pòtemù òd rozwijaniô sã mùskù ë jegò chòróbsk je
zależnô, téj sã człowiekòwi jaż na głowie włosë jeżą, bò co
za wiele, to niezdrowò. Jednak na pòdstawie dëszë całô mòralnosc
nie tëlkò swiata chrzescyjansczégò, ale czãsto ë pògansczégò
sã òpiéra ë òpiérô. Nawet w naszëch pòwiôstkach ò zaklãtëch
zómkach z królewiónkami abò z królewiczami, panami, ò zaklãtëch
kòscołach z ksãdzami, mnichami, zôkònnicami, ò stãkanich ùmarłëch
na zemi, ò hajtach, jagòwaniach pò lasach, pò pòlach abò w
pòwietrzu, ò ùnoszeniu sã dësz sławnëch, dobrëch lëdzy w etericzné
sferë je werażony pò smiértny bët dëszë abò w piekle, abò
w cziscu, abò téż w niebie, jaktobë kòscół chrzescyjansczi
pòwiedzôł!
P. Jak ci półgłówkowie chcą tedy porządek i moralność na świecie
zachować?
K. Òni ë tu na pësk nie ùpadlë. Pón Karol Vogt pòwiôdô w dzełkù
„Kœhlerglaube und Wissenschaft”, na stronie 122. „Przed nastãpstwã,
chtërné pón Wagner w tak òkrutnëch kòlorach òpisac ùmieje,
më sã nie ùrzasniemë, ani żóden nieòmaniony człowiek sã nie
ùrzasnie. Bò te same nôùczi, co nóm dowòdzą, że bët człowieka
je le doczestny, przemijający, pò chtërnym żódné pòsmiertné
żëcé nastąpic ni mòże, te samé nôùczi napòminają téż nas,
że człowiek je do towarzëstwa stwòrzony, że òn jedënie egzëstowac
mòże przez òbcowanié ze swòjim gatënkã, jedënie przez towarzëstwò
ë w towarzëstwie. Na miésce ny òkropny zemstwë, chtërną pò
krótczim ë barzilkò ùtrudzonym żëcu mô wëkònac jakôż nadswiatowô,
nadlëdzkô jistota, stôwiômë më to dobotné ùznanié, pielãgnowanié
ë wëdoskònalenié negò ùczëcô gatënkòwégò, co nóm przëpòminô,
że wszëtcë lëdze są sobie równi, zarówno ùprawniony do ùżiwaniô
wszëtczégò tegò, co nóm żëcé przëjemnégò dac mòże; na miésce
negò mòralnégò pòrządkù swiata, co to jedënie na òbawie przed
karą, na strachù przed niejaczim niewidzalnym sądã sã òpiérô,
kładzemë më to ùznanié, że żódnémù człowiekòwi nie je wòlno
dlô se to pòżãdac, czegò òn niechce swémù bliznémù bez wszelczi
ògródczi dozwòlëc. Dze zagòrzélc le grzészną, karze pòdpadającą
pòczwarã widzy, tã widzymë më naszégò bliznégò, chtërnégò
niemòralnô òrganizacyjô, chòroblëwé rozwinienié, niestarczającô
żiwnosc ë zmiana mùskù do czinnoscy doprowadzëlë, chtërné
më za òznaczi chòrobë ùznajemë ë starômë sã, abë takòwé ùsmierzëc
ë ùleczëc; - dze zapalenc dlô zachòwaniô mòralnégò pòrządkù
w swiece bòsczé cëda widzy, tã znajdëjemë më naturalné nastãpstwa,
wëniczi naturalnëch stosënków, przed chtërnëmi më sã abò ùpòkòrzëc
mùszimë, abò sã starômë, abë takòwé przezwëcãżëc; - dze wëkòwôwca
testamentë ë spôdkòbierca zasôd Radowicza nôwikszé niebezpieczenstwò
dlô swòjégò mòralnégò pòrządkù na swiece widzy, co to sã òpiérô
na nierównym prawie lëdzy, na panowaniu jednëch a na cerpieniu
drëdżich, na wërównaniu ë rozstrzegnieniu tëch kòntrastów
w żëcu pòsmiértnym, tã spòstrzégómë më rãkòjmią towarzësczégò
pòrządkù, chtëri, na równi wòlnoscy wszëtczich, na ùzasadnieniu
jak nôwikszégò doczestnégò szczescô dlô wszëtczich. Nasze
mòralné ë esteticzné ùczëce, chtëré téż sroce spòd ògòna niewëpadło
ë gwësno òbòk naszëch przecywników sobie sadnąc mòże, czëje
sã przez te maksimë barzëchno zaspòkòjoné, tak że pòdstawë
mòralnégò pòrządkù swiata naszëch przecywników w nôwikszim
stopniu je òbrażają.”
A pón Virchow zôs tak pisze: „Më nie zaprzéczómë, że w sami
rzeczi nôùczi przërodzoné prowadzą do wniosków, chtërné doprôwdë
nie są zaspòkòjającé dlô òbecnégò pòłożeniô na zemi, ë chtërnëch
dosc czãsto nó to ùżëto, abë głosëc przejistoczenié òbecnégò
pòrządkù. Ale më mòżemë dëcht gwësno żãdac, abë tak dobrze
znaczenié ë tresc nôùk przërodzonëch nieòsądzono pòdług głãdów,
do chtërnëch ònë prowadzëc mògą pòjedinczé òsobë, jak sã nierozstrzigô
ò wôrtoscy chrzescyjaństwa pòdług kòżdégò , co sã chrzescyjaninã
mianëje. Prôwdzëwëch zôs wëników, chtëré z badaniô nôtërë
wëpłiwają, ni mòże żódnô dogma zniszczëc, a przë prakticznëch
nastãpstwach, co sã z tegò wëprowôdzają, trzeba sã chronic,
abë relidżiji do ti walczi nie mieszac. Bò òne są abò fałszëwé,
a téj pòdają samé nôùczi nôlepszą broń, abë je zbic, abë jejich
niebezpieczeństwò w rãkach przecywników niemòżlëwim zrobic,
jak je ùznac ë wëkònac.”
P. Co to ja muszę na moje stare lata słyszeć!
K. Cy flabôlowie są gòtowi napisac, że dësza je niewidzalnym,
nieegzëstëjącym towarã, chtërnym tësące a tësące lëdzy handlëją
ë przë tim sã dobrze mają, a gwësno niejeden człowiek te bezbòżnoscë
rôz niepòstrzeże ë jim ùwierzi. Bò òni ùmieją wszëtkò w barzëchno
pësznëch słowach òpòwiedzec ë òpisac. Dlô tegò jim titułë
profesorów, doktorów, literatów ëtd. nadają ë jejich bezbòżné
pisma mają we Francyji ë w Niemczech wicy czëtelników, jak
nasze snôże drëkòwóné żëwòtë Swiãtëch, pòwiôstczi mòralné
ë wiele jinszëch ksążk dlô ludu przez nielëdzy sklejonëch
– te dlô nieludu przez człowieka napisóné jesz na swiat niewëszłë
– miédzë Słowianami; dze, niestetë! ju czasã dają sã czëc
miona: Volter, Russo, Sue, Renan ëtd. abò Strauss, Buer, Feuerbach,
Herwegh ëtd. Nawet ju zaczinają niedëchòwé òsobë biblëją czëtac
ë frantówczi spiewac.

P. Żebym był księdzem, to bym takim bezbożnikom przy spowiedzi
nie dał rozgrzeszenia.
K. Dlô tegò jô jesz rôz pòwtôrzajã, że òd zôchòdë nóm grozy
nôprzód smierc dëchòwô, a pòtemù naturalné celestné zredukòwanié
nas do maszin, do prostëch narzãdzy.
P. To mnie nadzwyczajnie cieszy, iż przynajmniej w Prusach
muszą po moskiewski obok hoblowego Theologa pan profesor i
pan doktor skracać.
K. Jak mie sã zôs wëdaje, to ë tu gwësno niedługò mdze ta
trójka òkòmã chòdzëc; bò w òstatnëch czasach kòżdi w swòjã
stronã cygnie ë tak sã wszëtcë trzej mòrdëją, a wóz, chòc
sã z môla pòrëszi, to jednak niejaką racyją, czéj te trójczi
do grëpë niezaprzigają. Ale to są zasadë pòliticzné pòjedinczëch
państw, a ma sã nie chcema w pòlitikã mieszac. Tak dajma tim
rzeczóm pòkój; a Waspón bądze tak dobri ë swòją stôrą òbietnicã
terôz wëpełni, abò téż witro.
P. Dobrze, dobrze! Jutro, jutro! zupełnie króciuchno.

(skôrb 1868 Nr XII, str. 197)

K. Terôz wëłożë mie, Waspón, nã mësl, że człowiek mòże na
tim swiece żëc bez prôcë, a jesz dobrze żëc.
P. Kto się na tym świecie li tylko bawi, ten żyje, jest szlachcicem;
a kto pracuje, tej jest wołem, osłem, chamem, nieczłowiekiem.
Tak było w Polsce, kiedy kwitnęła, co dosiej ładnie opisano
w dziełku „Verfassung der Republik Polen”, z którego w Skarbie
Kaszubskòsłowiénsczi mòwi się znajduje ustęp: „Stanowisko
chłopów za czasów polskich.” Szlachcic jadł, pił i hulał,
a chłop pracował na siebie i na szlachcica. Dopiero kanclerz
Jędrzi, nie Jan, Zamojski zaczął te rzeczy trochę psuć. Jak
w Polsce za owych czasów było, tak też i we wielu krajach
się dzieło, nawet i dzisiaj w niektórych państwach się podobnie
dzieje, gdzie ale, niestety! miejsce szlachty zajmuje sołdateska
lub się dzielą.
K. Jo, jo! są ë taczé kraje, dze chłop mô jedënie tã przëjemnosc
dzecë płodzëc a białka je rodzëc ë do szóstégò rokù pielãgnowac,
pòtemù òbòje razã mają le ten kłopòt, je przëòdzewac ë żëwic:
bò òd szóstégò do szternôstégò rokù rządzy nimi pón szkólny,
pózdny przez pôrã lat ksądz probòszcz, a téj jaczi wòjskòwi,
jeżlë je knôp. Bògù dzãczi! To nie je tak we wszëtczich krajach,
bò bë gwësno ju wszëtcë chłopi, jak zajce, nad mòrze lecelë,
abë sã ùtopic.
P. Ja zezwalam na to i dodaję jeszcze, że nawet w tych krajach,
o których wspominaliście, i chama uznają za człowieka, kiedy
jeno grube pieniądze posiada albo jakie lumen jest; jednakowoż
to rzadki ptaszek. Albowiem takich ludzi wkrótce do rzędu
szlachty pociągają albo jim obroku umkną.
K. Czéj dzys sołdat wicy pòpłôcô jak szlachcëc, to bë gwësno
nôlepi bëło òstac żôłniérzã ë słëżëc na awans. Kò ju je widocznie,
że w tëch cywilizowónëch ë kùltërowónëch krajach, jak to we
Francyji ë w Niemczech sołdateska wicy znaczi jak szlachectwò.
P. To je prawda. Jednakowoż ja Was się pytam, wielu Wy tam
macie między wyższymi oficerami z stanu miejskiego lub chłopskiego?

K. Dôlëbóg! niewiele, òsoblëwie w tëch regimentach dze wiôldżich
nôùk nie pòtrzeba.
P. Dla tego widzicie, że ja prawdę mówię, kiedy Wam opowiadam,
starajcie się zostać szlachcicem, bo to osi.ągniecie pierwszy
stopień do dobrego życia bez pracy.
K. Skòro bë ë chłopi do tegò rzemiosła sã szarpalë, chtëżbë
sã téj ò żiwnosc ë przëòdzéwk starôł? Ju tak znómë tëch darmòzjadów
dosc ë wiele za wiele. Dlô tegò më sã mùszimë brac do prôcczi
ë starac sã ò nôùczi, a bądą ë pieniążczi.
P. Cóż? Nauki! Czykliż dość często nie widzicie, jak tylko
z syna chamskiego sioę zrobi jaki uczony cżłowiek, osobliwie
ksiądz; że go zaraz właśni rodzice Jegomością mianują i w
ręce całują.
K. To je le bùcha ksãdzewskô. Jinszi ùczony Kaszëbi tak niespanoszeją;
chòc lubią pò niemieckù szwargòtac abò perznã pòlaszëc. Glëpca
zôs nawet w kòscele pò pëskù wëpierzą ë kòżdi jegò òszwabi.
Rozsądny chłop je fùndamentã kòżdégò państwa. A fùndament
je wiedno fùndament. Bez niegò chòc nôwikszi, nôwspanialszi
gmach z pëszną, wësoką wieżą (król, cesôrz), z swiécącëmi
wieżëczkami ë bliszczącym dakã (minystrowie, ùrzãdnicë ë wòjskò),
z wëgładzonëmi scanami (kùpcë, rzemiãsnicë) mùszi z czasã
runąc ë w gruzë sã òbrócëc. Gbùr, to mùr. Dlô tegò kòchajmë
sã, jak bracô, bez różnicë stanów.
P. Jak świat światem, nigdy a nigdy prawdziwy szlachcic się
z chamką nie ożenil przędzej z jaką piękną, bogatą żydóweczką
itd. Więc skoro Wy się do mojej wysokiej idealnej myśli wznieść
nie możecie lub nie chcecie, to już z Wami trudna rada; każdy
z nas musi iść swoją drogą.

K. Niestetë! To òkropné rozróżnianié ë niedostãpné ògraniczanié
stanów bëło, je ë bądze na wieczné czasë Waszim ë naszim nieszczescym
– jeżlë sã nie wmieszô jaczé jinszé plemiã słowiansczé z lepszëmi
zasadami.
Co daj Bòże!
Amen.


stru.
 25

Rozmòwa Pòlôcha z Kaszëbą

Tadżi: , Florian Cenôwa | Felënk dopòwiesców »

napisónô przez
s.p. Ksãdza Szmùka z Pùcka,
a do drëkù pòdónô
przez
Sëna Wòjkwòjca ze Sławòszëna

Rokù Pansczégò 1850

Drëdżé wëdanié
z Krôjòbrazã Zemi Kaszëbsczi

W Swiecu nad Wisłą
u czarnoksãżnika J. Hauffa

1865


Dobri żôrt
Tinfa wôrt.

Przësłowié kaszëbsczé

 

Wòjas, jak zdechł,

Pôlcami rëchôł,
Bò béł grôcz.

Z lefòrczi rëbacczi.


Rozmowa Polaka Z Kaszubą.

Pòlôch: Skąd ty jesteś, chłopie?
Kaszëba: Jô jem z Kaszëb, Panie!
P.: Co to są te Kaszuby?
K.: Panie, to je krôj òd Bòga z dôwna òbiecóny, krôj swiãti,
w chtërnym mlékò ë miód płënie; a lëdze, co w tim kraju mieszkają
nazywają sã lëdzama wëbrónëma, pòchòdzącëma òd Jizraela dôwnégò.
P.: Ja słyszałem o wielorakich Kaszubach.
K.: Jo, panie. Ë mój òjc, co béł bògati, bò miôł szterë wòłë
ë szterë kònie, ë mieszkôł wiele lat w jedny wsë kaszëbsczi,
dze béł przësążnym, narachòwôł dwòjaczich: jedny są grëbi,
a drëdżi są Fejn-Kaszëbi. Grëbi są ti, co ni mają swòjich
przëwilejów, ani taczich łask òd Pana Bòga, jaczé mają Fejn-Kaszëbi,
chtërzi przez swòjé mãstwò, - co je napisóné w ksãdze Chronikorum
Kaszëbsczi, tomie II, zeszice 30, na stronie 179, - a to w
te słowa: Nóm jich kôże bic, a wszëtczich ùbijemë – wieczny
sobie zaszczit ù całégò swiata zrobilë. Stąd pòwstało miono
nasze Każebi czëlë Kaszëbi. Ë wies, niedalek bòjowiszcza leżącô
Sławòszëno, mô pò wieczné czasë naszą sławã głosëc ë sławą
słënąc. A nasz ksąże Swiãtopôłk, co pòtemù tak wòjowôł, jakbë
całi swiat chcôł pòłknąc, zó to nóm nadôł różné diplóma, chtëre
jesz po dzysdzéń leżą na rôtëszu pùcczim, jakò w stołecznym
miesce zemi kaszëbsczi.

Pò drëdzé mómë më nó sa zlóné wszëtczé te łasczi, chtërë mielë
ny dôwny naszi przodkòwie: Abraham, Jizak, Jakób, Mòjżesz
ë jinni.
P.: Mój bracie! Jak widzę, to ty niby coś do prawdy mówisz
i fundamentalnie wywodzisz. Ale nie mógłbyś mi granic waszej
ziemi opisać?
K.: Panie, grańce kaszëbsczé są w mòji głowie tak mòcno wëznaczoné,
że jich nigdë zabëc ni mògã; ë tak kòżdé dzeckò co sã dzys
na swiat rodzy, ju witro je pôlcem ùkazëje. Grańce kaszëbsczé
jidą pòcząwszë òd Gduńska, starożëtnégò Gaza, górą Libańską,
a pò naszémù górami Kòlibsczimi, bò më barzo rôd kò dodajemë,
przë môłim mòrzé Genezarecczim przë wiôldzim mòrzé Strzódzemnym,
pò łacënie mare mediterraneum zwónym, co leżi midzë zemiami
Prëską, Rëską, Szwédzką, Duńską ë Pòmòrską, jaż do Uscô Słëpsczégò
a dali rzéką, do niegò wpôdającą. A wrôcając pùszczą Jizraelską
pò naszémù Tuchòlską, nad grańcą Filistińską czëlë krziżacką,
bò ten nôród béł krziżem dlô Kaszëbów, przë Samariji, to je
Marienbùrgù dzysészim czëlë zemi Malbòrsczi do Gduńska.
P.: Ale, mój bracie, ja słyszałem, że Kaszubi po urodzeniu
dziewięć dni są ślepymi. Więc to musi być gruby naród, wcale
do Polaków niepodobny, i wątpię, czyli do prawdziwego człowieka.
K.: Mój Panie! Jô jem ò tim nie czël ani jem wiedzôł. Ale
dajmë, przëpùscëmë, że Kaszëbi pò ùrodzeniu dzéwińc dniów
są slepëmi, ale czej òni dzésątégò dnia przezdrzą, tej òni
téż ë przez dãbòwą deskã widzą, a zôs Pòlôszë abò Mazurë,
chòc zarôz przë ùrodzeniu przezdrzą, to jednak pòtemù przez
całé żëcé są slepëmi…
P.: Kochany bracie, ja słyszałem wiele o Kaszubach i ich kraju,
jednakowoż ich początku dowodzić nie mogę, gdyż różni różnie
o nich powiadają, i nie wiem, komu z nich mam wierzyć.

K.: Panie kòchóny! Czej jô co rzekã, to ju ùwierzë jak pismòwi,
bò Kaszëba, czej òn prôwdã gôdô, żódną miarą łgac ni móże.
Prôwda, że Kaszëbi nie gôdają ze stôrëch szpargałów, bo sã
w stôrëch papiórach, ksãgach, co bë jim wëkôzanié jich pòczątkù
służëłë, nie kòchają. Ale te, co òni mielë, mùszôł kòżdi wiarigòdny
przësãżny jednégò wëznaczonégò dnia do głównégò miasta Pùcka
przëniesc. A zebrawszë wszëtczé pisma òd Jadama jaż do òbjawieniô
swiãtégò Jana, ùłożëlë òni je w jedną ksãgã ë kôzalë ją drëkòwac
ë dalë ji nazwã “Biblëjô”. A tak wëdrëkòwawszi jedną ksążkã
z nëch stôrëch szpargałów, zalepilë òni sobie tu tëma pòdczas
ny wiôldżi zëmë, - ò chtërny jesz niejeden z nas czëł, - pòkażóné
òkna.
P.: Ale, mój bracie, jużeś też teraz skłamał, powiadając,
że Kaszubi mieli stare papiery, bo starodawni na tablicach
lub skórze pisali.
K.: Mój panie! Jô mëslã, że jô jem prôwdã pòwiedzôł, bò Kaszëba
nim sã ùrodzy, to ju mô – gòtową kòszëlã. A dze je plótnianô
kòszëla, tam mùszą bëc z czasem szôtorë, a ze szôtor robią
w Kaszëbach papiór, dlô tegò mùszôł bëc rëchli papiór jak
tôblëce. Skórã pòtrzebùją lëdze na skòrznie, do słów ë tam
dali, a tôblëce le do karczmë abò dlô dzecy do szkòłë. A jak
le jô, mój òjc, mégò òjca-òjca-òjc pamiãtac mòglë ë mòżemë,
to wiedno szôtornicë do papierni szôtorë skùpialë, ë to béł
wiôldżi hańdel w Kaszëbach. Jô pòzwôlajã nó to, że w Pòlsce
na skórach ë tôblëcach pisalë ë piszą, bò tam mielë ë mają
wiele bëdła ë drzewa, a przez to wiele skór ë tôblëc. Ale
ù nas je wiele lnë ë szôtor, a stąd ë wiele papiórë.
P.: Mój bracie! Jak ja słyszę to ty Kaszubów wystawiasz na
wielkich ludzi; albowiem, kiedy oni Bibliją wydali, to musieli
albo apostołami albo coś nad apostoły być. Zaczym i to, co
w niej czytamy, musiało się nie w Palestynie, ale w Kaszubach
stać.
K.: Mój panie! Jô jem sã ùczëł w dosc wësoczi szkòle ë miôł
jem szkólnégò, co liczëł przez sétmedzesąt lat ë wiele mógł
pamiãtac; a ten mie pòwiôdôł, że pò łacënie Palestyna zowie
sã pò naszémù Kaszëbë.
P.: Ej, mój bracie, twoje Kaszuby są Palestyną!? Pokaż mi
też jedną wioskę podobną do palestyńskich a zaraz ci uwierzę!

K.: Ho, ho, mój panie, kò nié jedna wies, ale jô wóm pòkôzôł
ë pòkôżã, miasta, miasteczka, mòrza, jezora, górë, rzéczi,
pùszcze ë całé kraje, zgòła wszëtkò, co czej ùczëjece – chòbabë
jesce nieżëwi bëłë – mùszice sã Pòlôcha wëprzësyc, a òstac
Fejn-Kaszëbą.
P.: Mój bracie, powiedz mi też, gdzie był raj? Boć pewno w
Palestynie!
K.: Mój panie! Rôj béł ë je w Kaszëbach, tam dze sã sztërë
rzéczi schòdzą. Ale szkòda, że do niegò terôz ni mòżemë ani
dóńc ani dopłënąc, tak włôsnie, jak Wpón do swòjégò raju ni
mòżesz. A czejbë jes tã prôcã pòdjął, to jô le gwësno rzec
mògã, żebë jes do naszi zemi zaszedł, skąd bë jes pòtémù nie
widzôł, dze sã ùdac, bò do raju je ju terôz cãżkò trafic,
chòbabë do Kaszëb sã chcało.
P.: Mój kochany Kaszubo! Powiedz mi też, gdzie na waszej ziemi
są owe puszcze, przez które Izraelici przechodzili i w której
się 40 lat bawili.
K.: Tak, mój panie, mòji przodkòwie bëlë na pùszczi, chtërô
sã naziwô Charavia pò łacënie, a terôz ją Kaszëbi zowią, w
różnëch miejscach różnie, ale główną czãsc jednak përzinkã
z łacyńska Karwią, czëlë Karwiéńsczim Błotem. Tu òni łazëlë
przez szterdzescë lat.
P.: Ej, mój bracie, ja wiem, że to błoto jest małe. Może tylko
ma cztery mile długości i pół mili szerokości.

K.: Mój kòchany panie! Ta pùszcza zaczinô sã òd czerwiónégò
mòrza, co sã naziwô pò łacënie mare recens, a pò naszemù zatoką
Frigską, a to dlô tegò, że tu nad tą wodą bôła Frygijô, prowincyjô
Perzyji czëlë zemi Prësczi, ë cygnie sã wnet piôsczëstëmi
brzegama, wnet urodzejnëma kãpama, wnet trôwnëma abò torfòwëma
blotama przë môłim morzu Genezarecczim ë wiôldżim mòrzu Bałtëcczim
jaż do jezora Żarnowsczégò, lacus Piasnensis. Do Môłégò mòrza
wpôdô rzéka Jordan, co sã pò naszémù Płutnicą zowie. A to
dlô tegò, że tu lud pògansczi ë żëdowsczi òstôł òd grzéchów
òpłukôny. Òj, czejbë le Wpón naszą stôrą mapã czëlë landkôrtã,
na chtërny krôjòbrôz całi naszi zemi sã znajdëje, widzôł.
Jak òni to szlë przez pùszczã, czej na ni jesz wiôldżé lasë
ë wòdë bëłë, to bë Wpón sã niepòmału zdzëwiôł: bò òni to tu,
to tam, to donąd, to nazôd, jak reczi łazëlë. Kò tej jesz
żódny drodżi ani rôz stegnë pòdcëwi tam nie bëło. Dlô tegò
ni mòżemë sã dzëwic, że to tak długò dérowalo. Bò òni téż
czasã ë dobrze sã na ni mielë, czej jim le głód nie dokùczôl.
Wiele miejsc, przez chtërne òni przechòdzëlë, jesz pò dzysdzén
òd jich szczescô swòje miona mają. Tak w Òliwie pòsôdalë òni
jesz òliwã, w Kòlibkach bëlë òni ju tak zmãczony, że sã le
kòlibalë ë mùszelë sã na pòsyłk do Copòtë copnąc. W Grabówce
narznãlë òni sobie grabòwëch czijów ë palëc, ale mimò tegò
w Chilonii ju wiele z nich sã le tak chilëło, a przë Cësowi,
mùszôł jeden drëdżégò dali cësnąc. Pòtemù przëszlë òni do
błota Zamòstnégò, dze sã mielë dróbkã lepi, bò tu natrafilë
wiele pasturzi, co dobëtk paslë, ë ni mògąc naszim przódkóm
stawic òpòrë, jich dobrze pòczestowalë ë jim mòst przez rzékã
zbùdowalë abë sã tëch nieproszonëch gòscy jak nôrëchli ze
swi wòdë pòzbëc. Stąd pòwzã wies Mòstë ë to całé błoto swòjé
miono. Dali szlë òni przez kãpã Pùcką ë Swôrzewską do błota
Karwiéńsczégò. Na òstatkù trafilë òni do Jerychò, pò naszémù
Cechòcëna, a to dlô tegò je tak przezwalë, bò tu sã barzo
ceszëlë. Ùceszony nie dalë òni sobie czasë, abë przez rzékã
kù Jerozolëmie mòst wëstawilë, le rëdalë, skąd rzéka ë wies
Reda swòjé miono wzãlë. A że corôz barżi miejsce płaczë smiéch
zajmòwôł, pokazëje wies Smiechòwa. Jesz jô Wpanë wicy pòwiém.
Czej Mòjżesz wësłôł orãdowników, co bë sã wëwiadowalë ò zemi
òbiecóny, tej jich zdradzëlë. Na tã to pamiątkã ùzdrzisz Wpón
pôrã chôt, przë ti pùszczi wëstawionëch, co sã nazéwają Zdradą.
Mégò òjca òjc mie pòwiôdôł, że jegò òjc mù pòwiôdôł, że jego
òjc jesz pamiãtôł jeden wądół Jizraelsczi niedalek tëch zabùdowań.
Abë ta pamiątka nigdë nie wëgasła, wëstawiono tu chałëpa,
chtërô po dzysdzéń òd wszëtczich jinszëch chëczy stoji òddalonô,
bò w ni mieszkaja lëdze, co le nieba szëkają.
P.: Powiedz mie też na której górze jest u was Mojżesz pochowany?
K.: Panie! Ù nas je pò górach wiele grobów jizraelscziëch,
midzë chtërnyma mòże téż je grób Mòjżesza. Jeżlë Wpón wiész
na chtërny górze w Palestënie Mòjżesz leżi, to mie ùkażë,
a jô téż pòkôżã na chtëri ù nas. Ale naszi przódkòwie nóm
to do wiadomòscë pòdalë, że sami nie wiedzelë, dze jegò aniołowie
zanieslë.
P.: A słuchajże, mój kochany, gdzie się też Chrystus urodził?
Wszak prawda, że w Betlejem?
K.: Prôwda, panie, w Betlejem hebrajsczim, a kaszëbsczim Bëtowie.
Bò Betlejem nazéwô sã pò naszémù, jak më wiérnie przekłôdómë,
Bëtowò. A tam Òn sã ùrodzëł.
P.: A Piotr, apostoł, skąd był rodem?

K.: Òd mòrza z Krëszwicë, chtëra to wies rëbackô jesz pò dzysdzén
sã tim chełpi.
P.: A Paweł skąd?
K.: Z Bólszewa, bò tam bëła téj bóżnica żëdowskô, a òn béł
jich nôwëższim szkólnym.
P.: Mój kochany, pamiętam, żeś tak bardzo zachwalił stołeczne
miasto Kaszub. Powiedz mi też, skąd ma swe sławne imię?
K.: Ho, mój panie, ò tim bë trzeba wiele gadac, ale jô le
krótkò pòwiém. Czej Pioter łòwił rëbë na mòrzu, tej przeszedł
Christus ë rzekł do niegò: “Piotrze, puc za mna, ë to do trzecy
razë pòwtórzël. A stąd to miasto dostało miono Puck, chtërégò
przed tim ni mialo. A pò niechtërim czase, jak ju bëlo znacznym
miastem, bëła w nim akcyza czëlë czło, przë chtërim sedzôł
Mateusz, ewangielista, człowiek dosc pismienny, co jego sobie
Krystus za ucznia przëbrôl, jak mómë w naszim stôrim òpisaniu.
A ze to czło czëlë col sa głównie przë bramie ku pôłniowi
odbiérało, dosta stąd jedna wies, blëżi leżącô, miono Celbowò.
P.: Prawda, że sławne są Kaszuby, kiedy apostołów wydały!

K.: O, jo, panie!. Nie tëlkò wse ë miasta, ale nawet pustkòwiô
nóm niejednégò apòstola wëdałë. Mój panie, czasë dobré odmieniają
sa czãsto w zlé. A jednak ë bëłë ë są lëdze, co dobré czasë
pamiatają – tak ë miasta zamieniają sa nierôz na wse. Jak
stôri lëdze pòwiôdaja, bëło przed tim u nas wiele miast, co
terôz są wsama, bo dze przed tim stojôł koscół, tam terôz
stoją kòszarë, a dze przed tim béł jaczi pałac abò dwór, tam
terôz je chałupka ògrodniczô. Tak pòd mégò òjca chëczami bëłë
ë są sklepë ë kòrëtôrze, co prowadzą, wié Bóg dze. Z ti przëczënë
mùszôł tu przed wiele lati bëc jaczi wspaniałi zómk. Ale chòc
sã miasteczka ë miasta we wsë òdmieniają, to jednak swégò
miona nigdë nie tracą. Tak jô bë mógł Wpanë wiele miast pòkazac,
co terôz są wsami, a jednak mają nazwistka miast nëch dôwnëch.
Ale ò tim ju gwësno je dosc!
P.: Mój bracie, powiedz mi też, gdzie jest ta puszcza, w której
zotawał Chrystus?
K.: Mój panie! Jô sã dôlebóg na mapach czëlë krôjòbrazach
nie znajã. Ale gwësno mdze Wpón lepi wiedzôł, dze są pùszcze
Wałdowsczé, a tam Christus òstôwôł.
P.: A więcej miast już nie masz?
K.: Pón gwësno nierôz z ewanielijë czëł, że ùmarłégò nieslë
z Naim, chtërégò Christus wskrzesëł. A to miasteczkò je, terôz
chòc le wsą, ù nas ë nazéwô sã pò naszémù Nanc. Blëżi mòrza
je Genezaret, co pò naszémù nazéwô sã Gniéżdżewò. Kò jednak
mùszôł Genezaret bëc blëżi mòrza, bò mómë w pismie, że Christus
chòdzył przëz Mòrze Genezarecczé. Dlô tegò Wpón jesz pò dzys
dzéń niedalek naszégò Gniéżdżewa widzysz mòrze, zazwëczôj
Môłim zwóné. Wiész téż Wpón dobrze, że w nowi Jerozolëmie
je Christus ùmãczony. Ta Jerozolëma je ù nas, w naszëch Kaszëbach
ë nazéwô sã terôz Wejheropòlis, Wejherowò abò Nowé Miasto.
Jeżlë sã Wpón chcesz ò prôwdze przekònac, to tej le tam jidze,
a ùzdrzisz nã słôwną brómã, ògród Jecemańsczi czëlë Ògrójc,
rzékã Cedron, dom Annasza ë Kajfasza, nã smrodlëwą piwnicã
Piłôta ë Heroda pałace, nen słôwny rôtësz, także drogã chtërną
Christus z krzyżã szedł na Górã Kalwarijską, dze jegò ùkrziżowalë,
ë grób, w chtëri jegò złożëlë. – Czej bë jes Wpón do tegò
miasta przëszedł, to bë chòc nômiészé dzeckò, co le dobrze
pò górach łażëc ùmieje, Wóm to wszëtkò pòkazało. Jednak mie
terô Wpón ùwierzisz?
P.: A Rzym jest daleko od was?

K.: Ale dosc dalek, bò Rzim nazywô sã pò naszémù Piotrowò
czëlë Piotrogarda (Petersburg) pò Piotrze. Abò jak niejedny
z Rëmië chcą, Rëmiô, co leżi niedalek òd traktë ze Gduńska
do Jerozolimë.
P.: A Kartagina, gdzie też jest?
K.: Kartagina nazéwô sã pò naszémù Kòpenhôga, miasto jesz
pò dzysdzén wiôldżi handel prowadzącé. Niechtërzi mieszkańcë
Kôrtoszëna, ùwôżają Kôrtoszëno za Kartaginã, co leżi niedalek
Żarnówca, blëżi gór kôrlëkòwsczich. W ten sóm spòsób mëszlą
Swôrzewianie, że dôwnô Samarijô je Swôrzewã. Ale wiémë, pòjedinczi
lëdze mògą sã barzo letkò milëc.
Jesz jedną rzecz jô Wpanë pòwiém. Kò doch Wpón ùmieje pò łacënie.
Je ù nas niedalek Jerozolëmë czëlë Nowégò Miasta no miejsce,
ò chtërym mómë: “Stetit Jesus in loco campestri”. To miejsce
nazéwô sã terôz Kąpino: ë jesz dzysdzéń kòżdi przechòdzący
tam wstąpi, abò dlô ùgaszeniô pragniączczi, abò na noclég,
abò téż na jaką rozriwkã. Na tim môlu ë Jezës, jak szedł do
Jerozolëmë ze Sławòszëna przez Bòżą Stopkã, chtërą midzë Mechòwą
a Piôsznicą w kamieniu wëcësnioną widzymë, stanął.
A terôz, Mòscë Dobrodzeju, jô téż sã zapitajã. Pòwiédz mie
Wpón jaką mòwą apòstołowie gôdalë, jak na nich swiãti Duch
zstąpił?
P.: Mój bracie, ja myślę, że różnymi językami, bo tak mamy
z dawnych wieści.

K.: Włôsnie tak! Bo to je mòwa! Żebë jes ją Wpón znôł, to
zarzékają sã, żebë jes béł apòstołem, bò w ti jedny mòwie
zawiérają sã wszëtczé jinné, tam je pòlskô, serbskô, anielskô,
czeskô, rëskô, prëskô, lëtewskô, niemieckô, szwédzkô, dunskô,
francëskô, łacynskô, greckô, hebrajskô – jednym słowem, wszëtczé
mòwë. A z tëch zrobił Pón Bóg jedną gôdkã ë nazwôł ją kaszëbską.
Ale ùżëcził ją le tim, co są ti gòdnoscë wôrt.
P.: Mój bracie, mów mi przynajmniej kilka słów czysto kaszubskich.
K.: Ne kò pój le Wasc sa, a mdzema doch drobkã kôrbała.
P.: Mój bracie, tego ja nie rozumiem.
K.: Kò terôz Wpón widzysz, jakô to snôżô mòwa, jaczé to pëszné,
wëbòrné słowa. Co bë jes Wpón dôł, żebë jes ją ùmiôł?
P.: A co by trzeba uczynić, żeby się tego języka nauczyć?

K.: Òstac Fein-Kaszëbą!
P.: Ale jakżeby to trzeba zrobić?
K.: Kò to bë nôlepi tak szło: Wpón pùdze ze mną do stołecznégò
miasta Pùcka; a jô tam za Wpanem wniosã jinstancyjã, abë Wpana
przëjãlë.
P.: A któż to przyjmuje?
K.: Nôwëższô rada kaszëbskô, co sã na rôtësz co tidzéń schòdzy
w staroswiecczim ùbiorze. Ją mùsisz Wpón ò przëjãcé do tak
znacznégò òbëwatelstwa prosëc. Pòtemù kôżą ti przełożony Kaszëb
wiôlgą ksãgã kaszëbską przëniesc ë pana miono ë przezwistkò
zapisac. A te dadzą trąbic ë strzelac na wiwat. Na òstatkù
pòprowadzą òni Wpana do wãgòrza, co leżi na łińcuchù ùrzeszony
ë codzéń dwa kòrce słodë pòżérô ë beczkã piwa wëpijô. Jak
to wszëtkò sã òdprawi, te mdzesz Wpón Fein-Kaszëbą.
P.: A trzeba od tego płacić?

K.: Rada nôwëższô nick nie bierze. Ale òd wòlë kòżdégò zależi,
czë chce òn co na ùtrzëmanié wôgòrza dac, a przëwileje gwësno
rëchli òdbierze.
P.: A moje dzieci będą także Kaszubami?
K.: A kò wéj! Kò czej më Wpana nobilëjemë, to przez to samò
ë dzecë sã nobilëją.
P.: Jakże, mój kochany, będzie z językiem?
K.: Mùsysz sobie, Wpón, trzëmac kaszëbsczégò szkólnégò, a
òn Wpana wnet przekabacy.
P.: Ale, mój kochany, nie miałbym jakiej nagany w Polsce za
to, żem Kaszubą został?

K.: Broń Bòże, kò to je jak nôwikszi zaszczët, chtëri sobie
ju dôwno Pòlôszë żëczëlë, ale jim naszi przodkòwie wiôldżé
trudnoscë robilë, òsoblëwie Sobiesław, Mszczugòwie ë Swiãtopôłk.
A pòtem Krzëżôcë, zmiarzłô żnija przez nich samëch wëgrzónô,
a na òstatkù jinszi Niemcowie. Mimò tegò sa u nas jesz wiedno
Pòlôszë. A zôs w Pòlsce wiele taczich Wpón nalézesz, co maja
swój indygenat z Kaszëb, ë tëch jak nôrëchli na wiôldżich
panów szëkùją ë jim gwiôzdë dają.
P.: Co? To i Kaszubi mogą gwiazdy nosić?
K.: Kò gwësno, bò to je włôsnie nasz herb. Më wszëtcë mieszkómë
abò pòd cemną gwiôzdą abo pòd jasnym ksãżëcem.
P.: Miasto stołeczne, co ma za herb?
K.: Òno mô lwa ë łososa, co òznôczô mòc na lądze ë na mòrzu.
P.: Ale, ale, mój bracie, jeszcze jedno powinienem wiedzieć.
Gdyby mnie kto zapytał: Kto zrodził pierwszego Kaszubę? Bo
bywa, że ten zrodził owego, a ów zrodził onego. Ale kto zrodził
Kaszubę? Może by mi kto powiedział, że diabeł. Dopiero bym
miał się do wykręcania. A co jeszcze gorsze, gdyby mi dokładnie
to dowiódł, to bym się nie mało zawstydził, żem się dał Kaszubie
oszukać.

K.: Mój kòchany panie, mùszi ten reno wstac ë pòzdze jic spac,
chto chce Kaszëbã òszëkac. Ale zó to téż mô Kaszëba w swòji
nôtërze to dobré, że nigdë nie òszëkùje, le prôwdą ë Bògã
jidze. Jeżlë chto Wpanë pòwié, że czôrt przeklãti Kaszëbã
zrodzył, to wierzë mie Wpón, jak jem pòdcëwi Kaszëba, że ten
z diôbłã gôdô. To je prôwda, że czôrt przeklãti nie żëczi
człowiekòwi szczescô, ë dlô tegò jemù sã dëcht wiedno przecywiô,
òsoblëwie dobrémù Kaszëbie. Krótkò ë wãzłowato tacziémù bluzniercë
te rzeczë, że pòczątk Kaszëbów je ten: Jich òjcami są sënowie
Bòsci a jich matkami – córczi lëdzczé. Czôrt nie je sënã Bòsczim
ani pëszną córką lëdzką. Tim sposobã Kaszëbi ani òd diôbła
ani jegò macochë nie pòchòdzą, le òd Bòga.
P.: Ale to jakże to Bóg Kaszubę zrodził?
K.: Oto tak, jak Abraham Jizaka, a Jizak Jakùba ë jinëch.
P.: Byli ci także Kaszubami?
K.: Abò jinaczi?! A jesz jedny z nôstarszëch, jak jem ju pòwiedzôł.
P.: Czy oni także na ratuszu w puckim swe dyplomy odebrali?

K.: Nié, òni diplomów nie òtrzimali, bò sã w tim kraju rodzëlë.
P.: Ale, mój bracie, ja słyszałem przeciwnie, że Kaszubi mieli
ukrzyżować Chrystusa i że oni właśnie byli ci, którzy Mu tak
zelżywą śmierć zadali. Prawda to?
K.: Mój panie! Żebë Jegò złi człowiek nie béł wëdôł, to bë
Jegò złi lëdze nie bëlë mãczëlë ë nie ùkrziżowalë. Ë béł bë
Òn tëch rąk ùszedł. Ale to sã rzecze: dostac sã le w mrowiscze,
a wnet fùl mrówk. Prôwda, że to bëlë Kaszëbi, ale grëbi, co
ni mają òswieceniô, co żëją bez przëwilejów.
P.: A gdzie się Judasz narodził?
K.: Kò jo, ale w grëbëch, włôsnie w jich głównym miesce Kòscérzënie.
P.: To pewnie stamtąd musieli być i krzyżownicy Chrystusa?

K.: Albò to nie? Wpón wiész, że Judasz, czej pòszedł do Pana
Jezusa do Ògrójca, tej ze sobą zabrôł wiôlgą grëpã lëdë, a
to tam z tëch bòrów òd Kòscérzënë ë Chònic. Jich mòże Wpón
letkò pò twôrzi ë stroju pòznac; bò ù nas ani wąsów ani dłudżich
sukien ani pasów nie noszą, ani nas tu Łëczôkami niezprzezëwają
jak jich, co przed lati łëczôkòwé chòdaczi nosëlë.
P.: Wszakże mi się zdaje, że to jest lud chrześcijański i
bardzo pobożny.
K.: Wpón prôwdã gôdôsz, bò òni we wszëtczim swégò naczelnika
Judasza nasladëją, chtëri włôsnie tak zrobił, jak Pana Jezusa
zaprzedôł. Òn òdniósł pieniądze do kòscoła ë żałowôł za grzéchë,
że zdradzëł krew niewinną. A òni zôs żałëją, że niewinnégò
ùmãczëlë. Mielë apòstołowie do czënieniô, niżlë jich nawrócëlë
a niejeden tam swòjé żëcé stracył.
P.: Ale, mój bracie, jakże ty możesz ludzi obmawiać i ich
winować, kiedy nie wiesz dokładnie o ich występku? Albo ty
wiesz na pewno, że Borowiacy ukrzyżowali Chrystusa?
K.: Mój panie, jô nigdë nie gôdajã, czej jô co dëcht gwësno
nie wiém. Ale ò czim jô jem przekònóny, to jô pòwiôdajã. Tak
jô jem rôz, bãdąc w tamtéjszëch stronach, z włôsny tamtéjszégò
szkólnégò gãbë czëł, czej òn sã w mòji przëtomnoscë zapëtôł:
“Chto ùkrziżowôł Christusa?” Jaż tu jeden z nôstôrszëch ë
nôùczeńszëch szkòlôków wstaje ë òdpòwiôdô: “Naszi przodkòwie”.
Na co szkólny òdrzekł: “Bardzo dobrze!!” Tak mie sã wëdaje,
że to mùszi bëc prôwda.
P.: A u was jak uczą? Kto ukrzyżował Chrystusa?

K.: Żëdzë, a pò żëdach ceslë. Ale żëdzë krziżowalë celastnégò,
a ceslë le drzewianégò.
P.: Mój bracie, mam ci jeszcze jedno pytanie, ale cicho do
ucha: Powiedz mi też tak szczerze z kaszubska, jak rozumiesz
– czyli wszyscy Fein-Kaszubi są poczciwi ludzie i czyli się
można na nich spuścić i ich poczciwości ufać?
K.: (pod nosem) Daj gò diôblë, jak òn mie terôz zajachôł,
co sã nie mdã mógł wëwichlac, bò doch Pòlôch schitrzôł ë mie
ùchwôcëł – ale ju mùszã, bò jidze ò mój pòdcëwi charakter.
(głosno) Nie kòżdi Fein-Kaszëba je pòdcëwi. To je òsoblëwszi
dôr òd Pana Bòga. Bò jedny Kaszëbi sã pòdcëwi z przërodzeniô,
a ti są z pòkòleniô Jafeta, jinni ùczą sã bëc pòdcëwëmi, a
ti są z pòkòleniô Sema. A jesz jinszi, prôwdã wëznac mùszã,
chòc z bòlescą serca są szelmama z nôtërë, a ti są z pokòleniô
Chama. Ë ti to włôsnie są, ò chtërëch Christus rzekł: “Niech
roscą jaż do żniwa, a pòtemù jich spôlã!” Ò, gdëbë òn jich
ju dzys spôlëł, bò nóm dobrim Kaszëbóm le wstid ë sromòtã
robią!
P.: A są też wszyscy Fein-Kaszubi wierni?
K.: (pod nosem) Wej, ju zôs knëpël w drodze, niech czart spôli!
(głośno): To prôwda, mój panie, że ti, co òd Chama pòchòdzą,
żniwią, dze nie selë, bierzą, dze nick nie pòłożëlë.
P.: Teraz mój kochany, o Kaszubach już dosyć wiem i chcę się
do jutra na tym dobrze zastanowić, co na przyszłość mi wypada
robić.

K.: Jô nó to zezwôlajã, ale na dzysészé pòżeganié: Nie bądze
Wpón taczi ë zażijma tobaczi, bò dobrô tobaczka ù pana Macka!
P.: A gdzie pan Maciek?
K.: W Lãbòrgù na rogù.
P.: Chwała Panu Bogu!

 


stru.
 25

Kaszëbi do Pòlôchów

Tadżi: , Florian Cenôwa | Felënk dopòwiesców »

Niech mdze pòchwolony Jezus Christus.
To je naszé chrzescyjańsczé pòzdrowienié, czej më sã ze sobą zéńdzemë, czë to katolëcë czë lëtrze, czë to z Pòmòrsczi téż z Zachòdnëch Prës. Temi słowami më sã z wami, kòchani bracô Pòlôsze, witómë. A tak zacząwszë jak młodszi brat do starszéhò. A wiãc słëchôjce.
Wë jesce gwesno na nas përznã złi, że më sã nie jãlë do czëtaniô pòlsczich pism, a jesz mni do tehô pòlsczéhô bractwa, co to Ligą (Pòlską) zowią, bierzemë. Ale wcale ta rzecz sã tak ni mô. Më prôwdzëwi Kaszëbi nie rozmiejemë dobrze pò pòlsku; a wiãc më sã mùszimë przód waszi pëszny mòwë naùczëc. Ale co to za cãżkô rzecz, czej ni ma kòhù, co bë nas naùczëł. Ksäżô naszi są Miemcë, szkólny zôs mają strach przed przełożonemi. A wiãc më tak gôdómë, jak naszi przodkòwie gôdalë, to je pò kaszëbskù. Ale wë, bracô Pòlôsze, ni mùszice mëslëc, że më - wëjąwszë niechtërëch smitonków - sã ti naszi mòwë wstëdzymë. Òj brón Bòże! Czejbë te chto chcôl dzeje naszëch przodków spisac, jak òni z dôwnemi Prësôkami, Dunczekami, Szwedami, Miemcami wòjowalë tej bë to bëła decht pësznô ksążka; abò jaczi to bë béł pëszny krajòbrôzk naszi całi niegdësz zemi òd Wisłë do Òdrë a òd mòrza jaż pò Notecã ë Wartã.
Më baro rôd widzymë biôłéhò grifa, herb nasz kaszëbsczi, przë biôłim òrzle pòlsczim na Wësoczi Brómie gduńsczi; rôd òdwiedzómë grobë naszëch dôwnëch ksążãt w Òléwie, dze sobie przë òbrazach Subisława ò zaprowadzeniu wiarë chrzescyjańsczi do naszé zemie, Sambòra ë Mszczugów ò jich pòbòżnoscë ë zakłôdaniu kòscołów, Swiãtepełka ò wòjnach z Krziżôkami ë jinszemi narodami pòwiôdómë. Ach, przë wërzeczeniu nazwiska Krziżôków wszëtcë sã wzdrigómë, bò nóm na mësl przëchòdzy, jak òni naszëch pradzadów pòdczas tôrgù we Gduńsku przez pòdstap wërznëlë, nasz krôj zagrabilë, a pòtemù jak z białkami pòstãpòwalë. Ale zarôz nóm sã lżi na sercu zrobi, czej na drëgą stronã wieldżéhò wôłtôrza wezdrzimë, dze òbrazë królów polsczich na scanie wiszącé przëpòminaja, jak naszi przodkòwie z Pòlôchami sã pòłączëlë ë jich królów za swòjich panów czëlë ksążãt chãtnie wzãlë. Tej szła òswiata do zemie kaszëbsczi, bò przëszlë z Pòlsczi dobri ksãżô, tak swiecczi jak zakònnicë, co w mòwie rozëmny wiarã Christusową òbjasnialë, ksążczi do nabòżeństwa, co to jesz pò dzys dzéń w nich sã mòdlimë, pisalë abò skądinąd sprowadzalë; szkòłë zaklôdalë, dze pò pòlsku ùczëlë. I z tëch szkół wëchòdzëlë ksãżô, sãdzowie, szkólny. A wiãc tej znalë wszëtcë ùrzãdnicë mòwã kaszëbską, bò czej Pòlôch le rok je midzë nami, to ju nas decht dobrze rozmieje. Pòtemu ju nie bëło na naszi zemi taczéhò nabożeństwa, bò za rzãdë prësczéhò zaczãlë w szkòłach le pò miemieckù ùczëc; a z miemiecczich szkół ni mògą dlô nas dobri ksãżô wëchòdzëc, bò nie ùmieją naszi mòwë.
A wiãc stôrą drogą szło to letkò do jednoscë z Pòlôchami, rodzonemi bratami, w żëłach chtërëch tak dobrze słowiańskô krew płënie, jak w naszëch. Terôz jidze to bardzo cãżkò, bò nóm prôwdzëwim Kaszëbóm nie pòmògą dobrze w òswiece ani ksãżô, ani szkólny, ani nawet szlachta - rozmieje sã, że jak wszãdze, tak ë tu są niechtëré chwalebné wëjątczi - ale më jednak mómë w Bògù nadzejã, że më z czasã naszã mòwã wëkształcymë. Co daj wnet Bòże. Amen.
Pisôł jem dnia 20-hò gromnicznika 1850 r. w Prësach zachòdnëch nad grańcą pòmòrską niedalek mòrza.


stru.
 17

Czile słów ò Kaszëbach ë jich zemi

Tadżi: , Florian Cenôwa | Felënk dopòwiesców »

przez
Wójkasëna

Kòchóny brace Kaszëbò! Czej të czëtôsz ksążczi tak cëzëch,
jak słowiańsczich pisôrzi, co ò naszëch przodkach wspòminają,
a sã belno nie zastanowisz nad mionami, jakich do òznaczeniô
mieszkańców naszi zemi pòtrzebùją, tej mòżesz letkò tak zbłądzëc,
że zrobisz z naszëch przodków przënômny szterë narodë, chòc
òni pò prôwdze le jedną cząstką wiôldżégò rodë słowiańsczégò
stanowilë, jak to më, jich wierny pòtomkòwie, jesz pò dzys
dzéń jesmë prôwdzëwëmi Słowianami.
Zemia Kaszëbskô cygnãła sã ju w nôdawniészëch czasach òd mòrza
Bałtëcczégò, czëlë jak më je terôz zowiémë, Wiôldżégò, jaż
pò rzéczi Notec ë Wartã midzë Odrą ë Wisłą. Lëdowi tutészémù
dôwalë dzejopisôrze różné nôzwistka: Wenedów czëlë Wendów,
Słowianów, Pòmòrzanów, Kaszëbów. Pòwiôstczi Greków ë Rzimianów
jakbë na zemi naszi niegdësz mielë Niemcë mieszkac, pòmijajã,
bò ju dosc wiele pisôrzi niemiecczich je za dëcht niegwësné
ùznalë. Tak pòwiôdô Sel zarôz na pòczątkù swòji ksãstwa Pòmòrsczégò:
“Wszëtczé pòwiescë grecczich ë rzimsczich pisôrzi ò narodach
niemiecczich, co na Pòmòrzu mielë mieszkac, z pòwòdë, że tak
jedny jak ë drëdżi nigdë w tëch stronach nieprzëbiwalë, że
nôdto przez nich pòdóné grance są tak nierozemné, co ani dobrégò
przëpùszczeniô ò miescach, chtëre òpisëją, niedozwòlają, trzeba
ùznac za bôjczi.” Ten sóm pisôrz robi dali to spòstrzerzenié,
że wszëtczé dôwné nazwë miast, wsy, rzek, gór ë t.d. jak stoją
w stôrëch dokùmentach zapisóné, nie są niemiecczé, le są słowiansczé.
Co nas òczëwisce przekònëje, że Słowiani bëlë piérszëmi mieszkańcami
òznaczonëch stron pòd różnëmi mionami. Na wëjôsnienié ti rzeczë
niezbiwô nóm téż na dowòdach z dzeł tak starożëtnëch jak ë
nowëch pisôrzi.

Naturalista rzimsczi Pliniusz, żëjący w piérszim wiekù pò
narodzeni Christusa, pòwiôdô w ksãdze 4. rozdzale 13: “Niechtëré
stronë bëłë tu, t.j. midzë Górami Karpacczimi ë Mòrzã Bałtëcczim,
zamieszkóné przez Sarmatów, Wendów, Skirów, Ilirów. - miono
Wendów ju òd tegò czasë niewëszło z ùżiwaniô”. - Dzejopisôrz
rzimsczi Tacyt, chtëri òkòło 100 rokù pò Christuse żił, wërôżô
sã w swòji rozprawie ò Germanii w rozdzale 4. tak: “Czë jô
móm Rusynów, Wenedów ë Finów pòliczëc do Germanów, czë do
Sarmatów; tegò sóm nie wiém”. W drëdżim wiekù pò Chr. żëjący
geògrafa grecczi Ptolemeusz wspòminô w 3. ksãdze barzo czãsto
miono Wendów. A ùczony badôcz słowiansczi Dobrowsczi w dzele:
“Ò nôdôwniészëch sedzbach Słowianów w Europie”, pòrównawszë
zdaniô nowszëch dzejopisôrzi z pieniądzã Volusiana z rokù
253 pò Chr., ze zemioòbrazã Rutingera z drëdżégò abò piątégò
wiekù ë t.d. kùńczi tëmi słowami: “Nôdôwniészé zamieszkanié
Wendów bëło przë ùpłëwie Wisłë do mòrza.” Gòt Jornandes bãdący
biskùpã w Rawenie, miesce północnëch Włoch, òkòło r. 550 pò
Chr., pisze w dzełkù “Ò pòczątkach Gòtów” rozdzale 5: “Za
Dunajã leżi Dacjô, òtoczónô wësoczimi górami w sztôłce wiéńca,
pò chtërégò lewi stronie, pòcząwszë òd zdrzódeł Wisłë kù północë
na niezmierni przestrzeni mieszkô barzo liczny lëd Wendów
czëlë Winidów”; a w rozdzale 23: “Ten lëd, chòc je jednégò
rodë, mô troje mion: Wenetowie czëlë Wendze, Antowie, Słowianie”.
Okòło 650 r. pòwiôdô Fredegar w swòji chronice, rozdzale 48:
“Samo przëszed do Słowianów, co mielë przezwistkò Winidów
czëlë Wendów”; a w rozdzale 67: “Słowianié z przezwistka Winidów”.
Tą samą drogą szłë pózdniészi dzejopisôrze. Tak pòwiôdô sławny
Naruszewicz w historii narodë pòlsczégò, ksãdze 6. rozdzale
51: “Niemcë nazëwają jich t.j. Kaszëbów, jesz pò dzys dzéń
Wendami, co samò znaczi jak Słownianié, chtërëch w nôdôwniészëch
wiekach téż nazéwalë Wenedami, Winidami, Wenetami, Winitami,
Winuiami”.
Z tegò wszëtczégò wënikają dwie rzeczë: 1) że piérszi historiczni
mieszkancë zemi kaszëbsczi bëlë Słowiani; 2) że miono Wendów
nie nôleżi jedynie do czãscë rodë słowiansczégò nad mòrzã
midzë rzekami Wisłą, Odrą, Wartą ë Notecą, chtërny, jak sã
niżi pòkôże, nazwa Kaszëbów przëpôdô; ale że òno miono òznôczô
wszëden lëd słowiansczi abò przënômny jegò dosc znaczny dzél.
Gwësno nicht nie bãdze chcôł całégò rodë słowiansczégò w dopiérze
wërzekłëch grancach zamknąc, chtërégò sedzbë òd niepamiãtnëch
czasów zajmòwalë ë zajmùją wikszą pòłowã całi Europë. Dlô
tegò miono Słowianów, jak rzecz kòżdémù wiadoma, pòmijajã,
ë do nazwë Pòmòrzanów przëstãpùjã. Piérszi dzejopisôrz te
miono Pòmòrzanów wspòminôjący je Jadam Bremeńczik, żëjący
òkòło rokù 1060. W jegò historëji kòscelny, ksãdze 2. rozdzale
13. znôjdëje nastãpùjącé miesce: “Òdra òbrëcëwszë sã kù północë
płënie przez zemiã Winulów jaż przindze do Jumne miasta, dze
dzeli Pòmòrzanów òd Wilków.” Tã samą mësl ë wnet tëmi samëmi
słowami mómë wërażoną w chronice słowiansczi Helmòlda, perzinkã
pózny żëjącégò, w ksãdze 1, rozdzale 11. Pòdług tëch dwòjga
głównëch zdrzódeł czirowalë sã nôwikszi dzejopisôrze z tą
jedënie różnicą, że niechtërzi rozcygalë grance kù zachòdowi
jaż pò rzékã Eidra, czëlë jaż pò Daniã. W tim znaczeniu pisze
ò Pòmòrzónach pewny autor, òpòwiadający żëcé sw. Òttona, biskùpa
Bambersczégò, w ksãdze 2, rozdzale 1: “Pòmòrzé cygnãło sã
jaż pò Daniã”. W kòdekse diplomaticznym Dregera stoji w jednym
z nôdôwniészëch dokùmentów: “Szczecëno w Pòmòrani”. Jednak
nie tëlko w tëch stronach nad mòrzã mieszkającëch Słowianów
zowią pòbratimcë Pòmòrzanami, ale ë dze jindze, tak n.p. nad
Mòrzã Adriaticczim. Co widocznie stąd pòchòdzy, że ta nazwa
nic wicy nie òznôczô, jak jedënie lëdzy, chtërëch sedzbë jaż
pò mòrze sygają. Dlô tegò pòtrzebùje sã z tim samëm prawã
miono Pòmòrzanów dlô mieszkanców nad mòrzã Wiôldżim, tak z
ti jak z ti stronë Òdrë.
Stąd jasno sã pòkazëje, że Kaszëbi są Pòmòrzanami; ale nie
wszëscë Pòmòrzani są Kaszëbami.
Włôscëwe miono lëdë na wspomióny przestrzeni mieszkającégò
je Kaszëbi. Ale nie miészô sprzéczka, jak ò wëprowadzeniô
ti nazwë, panëje nawet ó nôlepszëch pisôrzi wzglãdã òznaczeniô
granc; gdzësz jeden dzejopisôrz abò geògrafa je tu, ë drëdżi
tã cygnie. Co głównie stąd pòchòdzy.
W nôdôwniészëch czasach bëło ù nas Kaszëbów, jak wszëtczich
Słowianów, żëcé patriarchalné, t.j. òjc rządzëł swòjim rodzenstwa,
a nôstarszi we wsë bëlë przełożonëmi nad całą wsą w rzeczach
swiecczich, zôs w rzeczach dëchòwnëch mielë zwierzchnosc ksãża.
Dopiérze w ten czas, czej sąsedné narodë, òsoblëwie Niemcë,
Duńczëcë ë Prësocë, zaczãlë napadac naszą zemiã kaszëbską,
mùszelë naszi przodkòwie nad Wisłą, Odrą ë mòrzã dowódców
czëlë ksãżąt sobie òbierac, cobë jich dowòdzëlë przecywkò
napastnikòm. Tim spòsobã pòwstało jedno ksãstwò nad Wisłą
z głównym miastã Gduńska, drëdżé nad Òdrą ze stolëcą w Szczecënie,
trzecé nad Wiôldżim Mòrza wòkòło Słëpska, czwiôrté ze Starogardã
nad rzeką Wierzicą, piąté ze Starogardã niedalek Òdrë, szósté
w Swiecu nad Czôrną Wòdą ë Wisłą, ë jesz pôrã nad Notecą.
Pòjedinczi ksãżãta chcelë miec òddzelné gòdnoscë, przez co
grëpa titułów sã ùtwòrzëła, do chtërëch pòmnożeniô wiele sã
przëczënilë jich pòtomkòwie, czë to przez pòdzałë òjczëstégò
majątkù, czë téż przez chcëwòsc dłudżich napisów. Niechtërzi
ksãżãta mielë titułë swòjëch pòprzedników, chòc teritorium
bënômni sã nie zmieniało, bò nawet jeden a ten sóm rządca
jednégò ë tegò samégò ksãstwa bez zmienianiô granc pisôł sã
różnëmi czasami różno. Na dowód wspòmnianëch rzeczi służi
nôlepi Codex diplomatikus Pomeraniae przez Dregera. Tu czëtómë
na dokùmentach z dwanôstégò wiekù, że ksąże Kazymiérz na Szczecënie
sã pisôł: “Dowódca” abò “Ksąże” abò “Dowódca ë ksąże Słowianów”
a czasã “ksąże Pòmòrzanów.” W tëch samëch latach mianowôł
sã jegò brat Bògùsław w Starogardze niedalek Òdrë: “Dowódca
Pòmòrzanów” a rôz “Dowódca Lutëcji.” Czej to sã nad Òdrą dzało,
pisalë sã rządcë nadwislansczi we Gduńskù: “Dowódca Pòmòrza”
abò “Dowódca całégò Pòmòrza”. A Grzimisław w Starogardze nad
Wierzicą nazéwô sã: “Jeden z ksãżąt Pòmòrza”. Nad Notecą ë
Wartą panowôł tej Gniewòmir. Ta sama dowòlnosc mia miesce
w nastãpnym ë pózdniészëch wiekach. Król dunsczi Waldemar
II pòdbiwszë òkòlëce nadmòrsczé, òsoblëwie wòkòło Słëpska,
Darłowa, pisôł sã: “Król Duńczëków ë Słowianów”. Ksąże nadwislansczi
Swiãtopôłk ë jegò syn Mszczug II we Gduńskù titułëją sã: “Dowódca
całégò Pòmòrza”. Rządca nadòdrzansczi Bògùsław II ë jegò brat
Kazymiérz we Szczecënie mianëją sã: “Dowódca Pòmòrzanów”,
a razã “Ksążãta Pòmòrzanów” abò “Dowódcë Słowianów”. Ksąże
nadòdrzansczi Barnim ë jegò syn Bògùsław w Starogardze nazëwają
sã: “Dowódca Słowianów zemi Kaszëbsczi”. Rządca nadòdrzansczi
Bògùsław ë jegò syn Wartisław w Szczescënie piszą sã: “Dowódcë
Słowianów ë Zemi Kaszëbsczi”. Jich nastãpca Òtto: “Dowódca
Słowianów ë Zemi Kaszëbsczi ë Pón na Szczecënie”, abò le “Dowódca
Słowianów ë Zemi Kaszëbsczi”. A jegò synowie Òtto, Wartisław
ë Barnim mielë taczé titułë: “Dowódcë Szczecëna, Słowianów,
Zemi Kaszëbsczi ë Pòmòrza”, a pò smiercë Òttona: “Më Bògùsław,
Barnim, Wartisław, braca, Dowódcë Szczecëna, Wendów, Kaszëbów,
Pòmòrzanów ë ksążãta Rugów”.

W ten sposób mòżnabë jesz dali jic; do ale nasze rozprawë
to, co jesmë ju nadmienił, gwësno wëstarczi.
Pózdniészi dzejopisôrze ë geòrafòwie chcelë pòdług wspòmniónëch
titułów òddzelné zamieszkania Słowianom, Wendom, Pòmòrzanom
ë Kaszëbòm òznaczëc, niezastanowiwszë sã nad tim, że piérsze
miono òbejmùje całi ród słowiansczi midzë Mòrzã Bałtëcczim,
rzéką Łabą ë Hòlożą (Sale), górami czëlë lasã Czesczim, Włochami.
Mòrzã Adriaticczim ë Czôrnym jaż przecz w Azji mieszkający;
że miono Wendów brało sã abò na òznaczenié wszëtczich Słowianów,
abò przënômni znaczni jich czãscë; że trzecé miono pòtrzebùje
sã pòdług swòjégò pòchòdzeniô z równym prawã dlô bële chtërëch
Słowianów nad mòrza. Ta nietocznosc abò nieswiadomòsc narobiła
tim pisarzóm wiele kłopòtë, tak że nie tëlko jeden z drëdżim
sã nie zgôdzają, ale niechtërzi są sami ze sobą w sprzéczce.
Naszi przodkòwie bëlë, jak më dzys jesmë, Słowianami, Wendami,
Pòmòrzónami; ale òni mielë jesz włôsné miono Kaszëbów. Że
zôs òni całą przestrzéń midzë rzekami Òdrą, Wisłą, Wartą ë
Notecą a Wiôldżim Mòrzã zajmòwalë, wëkôże sã nastapùjącym.
Nôsłôwniészi dzejopisôrz pòmòrsczi z dôwniészëch czasów je
Kantzow, żëjący òkòło r. 1530. òn pòwiôdô w swòjim dzełku
“Pòmerania”: “Kaszëbi twòrzą czãsc Pòmòrzanów, czëlë są ci
Wendowie, chtërzi nié nad mòrzã ale dali w kraju mieszkalë;
przecywkò zwëczajowi dôwnëch Wendów dłudżé suknie z gùbami
nosëlë. Jich sedzbë bëłë tã, dze terôz biskùpstwò kaminsczé,
Pòmòrelëjô (Prësë Królewsczé) ë Nowô Marchiô (Ùkrajina) są.
Jich mòwa, chtërô mô swòjé własnoscë, ùtrzima sã jedënie w
Pòmerelëji”. A zôs wnetk wszëtcë lepsi geògrafòwie òznôczają
sedzbë Kaszëbów nad mòrzã, głównie wòkòło rzék Parsãtë ë Régë,
tak robi np. Mack Seutter, Gerard Walk, jak Baptista Homan,
Frãc de Witt, Sanson; abò wòkòło rzek Wieprzy ë Słëpie, jak
to: de Ram, Nisko, Wischer abò jim téż dają dwòjaczé zamieszkniô;
tak pisze jich Konrad Lotter na jednym zemiòbrazu nad rzekami
Parsãtą ë Régą, a na drëdżim òznôczô jich w Marchi Gduńsczi.
Geògrafa niemiecczi Schwarz pòwiôdô: “Rzéka Radunia wëpłiwô
z jednégò jezora w Kaszëbach pòlsczich”. Òstatnie zdanie stwierdzają
òsoblëwie Gundling w òpise Pòmòrza tëmi: “Kaszëbë są Pòmòrelëją,
terôz do Prës pòlsczich nôleżącą òprócz panstw Lãbórsczégò
ë Bëtowsczégò”, ë nasz sławni zemiopisôrz Kluwer, rodã ze
Gduńska, żëjący na pòczątkù sétmenôstégò wiekù, w ten spòsób:
„Grance Prës kù zachòdowi stanowią Kaszëbë”, a drobkã niżi:
“Wòjewództwò kaszëbsczé, midzë Prësami ë Pòmòrzã leżąc, bëło
nigdësz szerszé, jak terôz òno je. Całô czãsc Prës wòkòło
Wisłë leżącô, co sã terôz Pòmòrelëją zwie, przëpôda przedtim
ksążãtom kaszëbsczim. W zemi, chtërą terôz kaszëbską mianëją,
je główné miasto Chònice; a pòmiészé są Człochòwò, Bëtowò,
Lãbòrg”. Pilny dzejopisôrz pòlsczi Naruszewicz chcôł w ti
mierze wszëtczé sprzecznoscë pògòdzëc ë dlô tegò wnet wszëtczé
dopiérze wëmienioné zdaniô do historëji narodë pòlsczégò przeją;
tak pisze òn w ksãdze 6. rozdzale 41: “Kaszëbë czãsc Pòmòranié
z ti stronë rzeczi Parsãtë ë miasta Kòłobrzega”; w jednym
przëpiskù do ksãdżi 11: “W Kaszëbach za Parsãtą bëłë jesz
pùszcze”; w ksãdze 13. rozdzale 21: “Słëpską Pòmòraniją Pòlôszë
tã czãsc Pòmòrza, chtërô sã roscygô nad Mòrzã Bałtëcczim òd
rzéczi Łebë, grance marchii gdùnsczi, jaż do rzéczi Parsãte;
abò, jak niechtërzi chcą, do rzéczi Rédżi, dze mieszkańców
tãtészëch zwëczajno nazéwómë Kaszëbami”. Na jednym z jegò
krajòbrazów je tã zapisóné miono Kaszëbów, dze bëła marchiô
gduńskô; a w ksãdze 13 rozdzale 2 je òznôczonô różnica midzë
Kaszëbami zniemczonëmi ë Kaszëbami pòlsczimi w ten spòsób:
“Pòtomkòwie tegò Bògùsława, co òstałë ksążãce rzesze niemiecczé,
przëchiliwszi sã jesz barżi do Niemców, nie tëlkò włôsnëch
pòddónëch Słowianów za Odrą stałë sã przesladownikami przez
słowami wëgònianié òdwiecznëch mieszkańców tegò kraju, przez
sprowadzanié do niegò niemiecczich òsadników, przëbëlców;
ale nawet ë z ti stronë Òdrë w Pòmòranië Słëpsczi czëlë Kaszëbach
pòlsczich pòmikalë swòjé zbòrë”. Z tëch przëtoczonëch miesc
kòżdi człowiek, chòc le perzinkã w zemiopisarstwie biegłi,
letkò mòże pòznac, że midzë rzékami Wisłą, Òdrą, Wartą ë Notecą
a Bałtëcczim Mòrzã, czëlë jak më ji zwómë Wiôldżim, dëcht
zódnégò môla ni ma, dzebë Kaszëbi, naszi przodkòwie, nie mieszkalë.
Przez to ju kùńczã tã rozprawã słowami Bandtkégò, z “Dzejów
Narodë Pòlsczégò” na str. 62 wëjãtëmi: “W Pòmòrani za Òdrą
Luticë, a z ti stronë Òdrë Kaszëbi”.